KROK 4 – NAJGORSZY SCENARIUSZ – Jak wyjść z długów [ZA DARMO]

Krok 4

Najgorszy możliwy scenariusz

Gdy już przyznasz, że długi to problem, nad którym straciłeś kontrolę, zdecydowałeś wziąć odpowiedzialność za dalsze życie i przestać szukać ratunku w kolejnych kredytach, przyszedł czas, aby przełamać strach i wypisać, co najgorszego może się teraz wydarzyć. Masz długi, nie masz pieniędzy na ich spłatę a nie chcesz brnąć dalej w pętle zadłużenia.

Najgorsze co może Cię spotkać:

  • komornik zabierze Ci samochód
  • bank przejmie mieszkanie
  • zabiorą Ci niemal całą pensję
  • stracisz dorobek całego życia
  • itd.

Czy to jest naprawdę najgorsze, co może Ci się przytrafić? Jeśli tak, to uwierz mi, jesteś szczęściarzem. Jeśli masz rodzinę, dzieci, jesteś zdrowy i dzieci są zdrowe – to jest bogactwo, które tak naprawdę liczy się na tym świecie, bo trudno je odzyskać, gdy się utraci.

Ile wart jest Twój telewizor? 2 – 3 tysiące? Za 2 lata będzie znowu do wymiany, bo technologia idzie naprzód niemal codziennie.

Czy warto dla gadżetu za 3 tysiące narażać bezpieczeństwo swoje i najbliższych?

Jeśli obawiasz się o mieszkanie, przejmij kontrolę i jeśli tylko można, uprzedź działania banku. Spróbuj je sprzedać na swoich warunkach, oddać co się da i chwilowo znaleźć sobie coś mniejszego. Każde mieszkanie można sprzedać jeśli tylko potrafimy się odpowiednio dogadać i nie stawiamy warunków nieadekwatnych do naszej sytuacji.

Pamiętasz jeszcze szkolne lata? Co najgorszego mogło Ci się przydarzyć, za popełnienie błędu, złe świadectwo? Jeśli oblałeś z kilku przedmiotów, trzeba było zostać w tej samej klasie na drugi rok. Fajnie by było iść dalej z tymi samymi kolegami, ale niestety, nie myślałeś o tym wcześniej i trzeba ponieść konsekwencję.

Teraz jesteś dorosły i konsekwencje są inne, ale zasada ta sama.

Popełniłeś błąd i nie możesz oczekiwać, że nic się nie zmieni w Twoim życiu. Musisz przejść jeszcze raz tę drogę. Drogę do nowego mieszkania, do nowego samochodu.

Jeśli ustalisz, co najgorszego może się stać i przejmiesz nad tym kontrolę, jesteś w stanie nadal działać na swoich warunkach. Pamiętaj, bank spienięży Twoją nieruchomość po najniższej linii oporu, żeby tylko odzyskać część pieniędzy. Komornik też nie będzie dbał o rocznik Twojego samochodu. To jest dobry czas na działanie. Nie czekaj do ostatniej chwili, nie ma sensu! Potem możesz nie zdążyć, im wcześniej zdasz sobie z tego sprawę tym lepiej.

Nie wiem, czy oglądałeś „Człowieka z żelaza” z Krystyną Jandą w roli głównej. Jest taki moment, gdy bohaterka, którą gra Janda siedząc w więzieniu nadal wygłasza antykomunistyczne opinie. Gdy ktoś daje jej radę, aby może się uspokoiła, Janda pyta „a co mi zrobią, wsadzą mnie do więzienia?”. Jeśli pozbędziesz się swojego mieszkania, czy samochodu na swoich warunkach, przestaniesz się o nie bać. To nie jest porażka. To jest zmiana warunków, ale na Twoich zasadach.

Jak w grze planszowej, cofnąłeś się o kilka pól, ale kostka nadal jest w grze. Nie pędź do przodu, bo stracisz wiele po drodze.

Możesz stracić zdrowie, rodzinę a w końcu postradać zmysły – uwierz mi, wiem co mówię. Nie żałuj niczego, to nie jest warte nieprzespanych nocy, kłótni w rodzinie, szarpania się, zaciągania nowych kredytów.

Każdy kredyt mieszkaniowy to zaproszenie banku na kilkadziesiąt lat, aby z Tobą mieszkał.

Czy naprawdę masz walczyć na śmierć i życie, aby bank mógł panoszyć się na Twojej sofie, przed Twoim telewizorem? Wywal go z domu, nie stać Cię, aby go utrzymywać. W swoim życiu masz się troszczyć o siebie i o swoją rodzinę, a nie o bank. Luksusowe wakacje i wystawne życie to nie jest wyraz troski o siebie i swoją rodzinę. Wyrazem troski jest Twój czas, Twoja miłość, Twój spokój, zdrowie, pielęgnowanie wartości i celebrowanie czasu.

Niesamowite w naszych czasach jest to, że jest coraz więcej nieformalnych związków, które żyją ze sobą latami, ale nie chcą brać ślubu, z obawy, że coś nie wyjdzie. Mieszkają z ukochaną osobą, ale nie mają odpowiedniej wiary w to wspólne życie. Natomiast nie wahają się wziąć ślubu z bankiem i wiążą się z nim bez oporów.

No już, wypisz wszystko, co Ci grozi i podejmij działanie. Ty tu rządzisz! A jeśli nie zdążysz i już Ci coś zabiorą – pozwól temu odejść. To tylko przedmiot do kupienia za pieniądze, niewierny, nic do Ciebie nie czuje, jest mu obojętne to że zmienia właściciela. Będziesz o niego walczyć? Uwierz mi, on ma to gdzieś. Inaczej planowałeś, ale cóż, stało się, a Ty masz jeszcze życie przed sobą.

Historia Pani A.

“Jakoś nigdy nie umiałam myśleć o tym, aby zarabiane pieniądze inwestować w coś trwałego. Mimo wysokiej pensji, jaką zarabiałam w koncernie, nie dorobiłam się mieszkania a środki na nową działalność musiałam pożyczyć – od banku, od rodziny. Zawsze musiałam wynajmować mieszkanie, w zależności od sytuacji, wciąż się przeprowadzałam. Bywało, że i 3 razy w roku – z dzieckiem i magazynem towaru, który wyprzedawałam za 1/10 tego, co za niego zapłaciłam.

Ludzie z mojego otoczenia żartowali ze mnie, że rok bez przeprowadzek to rok stracony. Ale nie posiadanie niczego jest w sytuacji dłużnika całkiem dobrym wyjściem – nie musiałam się bać, że zabiorą mi mieszkanie czy samochód. Gdybym je miała, na pewno bym je spieniężyła, aby odzyskać spokój, ale nie miałam i zarówno banki jak i wierzyciele nie mogli mi niczego zabrać.

Jedna pani komornik chciała mnie złamać i pokazać mi, że ja jestem śmieć i złodziej a ona jest ręką sprawiedliwości. Obiecywała, że odbierze mi każdą złotówkę dla wierzyciela. Po jakimś czasie przysłała pismo, że odstępuje od windykacji, bo nie ma z czego ściągnąć – przyznam szczerze, była to dla mnie ogromna satysfakcja, choć tak naprawdę oznaczała, że jestem tak goła, że nawet komornicy nie chcą mnie znać:). Tak więc szczerze polecam wszystkim dłużnikom wynajmowanie mieszkania, najlepiej z meblami.

Najdłużej, bo aż 3 lata przemieszkałam na strychu.

Prowadziłam wtedy sklep (z marnym skutkiem) w starych pawilonach w pewnej obskurnej miejscowości. Każdy z tych sklepów miał u góry pomieszczenie, do którego wchodziło się po drabinie. Właściciel mojego sklepu zrobił taką trochę solidniejszą drewnianą drabinę zainstalowaną na stałe i nazwał to schody. U góry pomieszczenie miało po podłodze może 25 metrów, ale tylko na środku było tak wysoko, że mogłam być wyprostowana. Boki to były skosy, gdzie przemykałam niemal w kucki.

Moja córeczka, która miała niecałe 3 latka, gdy się tam wprowadziłyśmy, właściwie najsłodsze dzieciństwo przemieszkała na strychu. Gdy sobie teraz przypomnę ile ryzykowałam, gdy ona chodziła na dół i do góry po tych schodach!

Ale to były mimo wszystko szczęśliwe lata.

Zainstalowałyśmy tam nawet telewizję cyfrową!Co prawda większość szafek robiłyśmy z kartonów. Oklejałyśmy je kolorowymi papierami – niesamowita zabawa. Mój stary, bardzo ciężki telewizor stał właśnie na takim oklejonym kartonie, w środku były książki, których setki ciągle ze sobą przeprowadzałam.

Miałyśmy tylko okno w dachu i małe okienko w ścianie, gdzie trzeba było się schylać, żeby wyjrzeć. Ale i tak nie było po co, bo widok był po pierwsze paskudny a po drugie, gdy sklepy się już zamknęły, pod naszym oknem siadywali okoliczni pijacy. Butelki i szkło sprzątałam co rano. A czasem i więcej. Okno w dachu w zimie odcinało nas praktycznie od światła dziennego. Wystarczyło parę dni opadów śniegu i już nie nadążałam z usuwaniem go z okna.

Bardzo starałam się, żeby jednak było nam bardzo przytulnie. I udało się. Cieszyłyśmy się, gdy wracałyśmy do domu. Moja córka nie pamięta i nie kojarzy, że czegoś nam brakowało. Gdy musiałam być na dole w sklepie, ona bawiła się na starym dywanie, na kurzącej się podłodze. Nie raz bałam się, że jest jej chłodno, ale ten sklep z domem u góry był i tak lepszy od tego, w którym w piwnicy stał piec i co 20 minut musiałam dosypywać węgla, żeby nie zgasł, bo wtedy momentalnie robiło się strasznie zimno. Tak więc zabierałam córeczkę na dół, łapałam się za szufle i dokładałam węgla. Obie byłyśmy potem wieczorem niemal czarne.

Czy jest mi żal tego, że żyłam wtedy w takich warunkach?

Nie, jednego czego żałuję to tego, że nie skupiłam się na córce, na tym jaka jest słodka, na zabawie z nią. Żałuję, że tyle razy widziała jak ja płaczę. Mam jeden film nagrany aparatem gdy ona słodkim głosikiem sepleniąc mówi jak bardzo się cieszy, że mamusia przestała płakać. Nawet teraz gdy o tym piszę, mam łzy w oczach.

Nie, nie uważam że jestem złą matką, bo moja córka nie jeździła na zagraniczne wakacje i nie miała wszystkich reklamowanych zabawek. Ale gdybym mogła cofnąć się w czasie, przeżyłabym strych i węgiel jeszcze raz, z jedną różnicą: nie płakałabym tylko szalała z moją słodką córeczką, która już nigdy nie będzie mieć 2, 3, 4, 5 lat. Robiłabym jej non stop teatrzyki, które kochała, łaskotała ją i przytulała.

Mój płacz i zamartwianie się nic nie zmieniło. Radość z jej dzieciństwa i spędzanie z nią jak najwięcej czasu – to mogłoby zmienić wiele.

Muszę żyć z tymi wspomnieniami. Oddałabym wszystko, nawet samochód, który teraz mam, jeśli dano by mi szansę zmienić tę jedną rzecz. Jeśli mogłabym się cofnąć w czasie, nie zmieniłabym tego, że miałam długi – bo zawsze mogłabym w inny sposób zmarnować jej dzieciństwo. Zachowałabym wszystko poza tym, że wykorzystałabym każdą chwilę, aby z nią być. Poświęciłam ją dla zamartwianie się o pieniądze, tłumacząc sobie, że to dla niej chciałam lepiej. Opuściłam ją dla niej. Największy błąd i głupota jaką w życiu popełniłam….”

Fragment poradnika „Jak wyjść z długów i cieszyć się życiem – 12 kroków do wolności” autorstwa Iwony Wendel
Lista wszystkich fragmentów
Jeśli wolisz poradnik w wersji pliku pdf to możesz go kupić TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *