KROK 10 – NAUCZ SIĘ ROZMAWIAĆ Z WIERZYCIELAMI [jak wyjść z długów]

Krok 10
Naucz się rozmawiać z wierzycielami i windykatorami

To jest wyjątkowo ważny krok, aby przejąć kontrolę nad życiem i żyć z długami. Musisz być prawdziwym dyplomatą i negocjatorem.

Mam 10 letnie doświadczenie, znam wszystkie typy wierzycieli i windykatorów, wiem praktycznie ze 100% dokładnością, co działa, a co nie działa.

Jest kilka typów windykatorów i wierzycieli.

Podział ze względu na właściciela długu:
(1) firmy, którym zalegasz z fakturami
(2) banki, którym zalegasz ze spłatą kredytu
(3) windykatorzy, którzy działają w imieniu dwóch wyżej wymienionych
(4) prawnicy, którzy działają niemal jak windykatorzy, z tym że czasem to windykator zleca prawną egzekucję, a czasem windykator to kancelaria prawna
(5) komornicy, którzy egzekwują z tytułu wyroku sądu, lub banku
(6) Instytucje – Urząd Skarbowy, ZUS

(1) Firmy, które są na przykład naszymi kontrahentami,

bywają najczęściej najbardziej cierpliwymi wierzycielami. Po pierwsze dlatego, że rynek teraz jest trudny i każdemu zależy na tym, aby utrzymać klienta. Jeśli nie zapłaciłeś za towar, wisi nad Tobą dług, a potrzebujesz nadal towaru, postaraj się dogadać, że będziesz brać go za gotówkę, do każdej faktury dopłacając część z zaległości.

Jeśli przestałeś z nimi współpracować, również najprawdopodobniej będą unikać procesu i zrobią wszystko, żeby załatwić sprawę polubownie. Najczęściej też, mimo że w pismach ponaglających wymieniają odsetki, nie naliczą ich, jeśli uda im się odzyskać swoje pieniądze.

Jest jednak pewna grupa – uwierz mi niewielka – która nie będzie chciała z Tobą dyskutować, tylko od razu odda sprawę do sądu i zażąda odsetek co do grosza. Szczerze dziwię się takim firmom, bo grają w rosyjską ruletkę. Owszem może się zdarzyć tak, że dłużnik ich oszukuje i ma schowane pieniądze. Ale czy taki cwany dłużnik nie schowa ich bezpiecznie przed komornikiem?

Więc jeśli mają rację, dłużnik się wywinie, jeśli nie mają, mogą dobić całkiem uczciwego kontrahenta i odzyskać niewielką część długu. I co najdziwniejsze, uważają to za sukces. Myślą, że nam pokazali, kto tu rządzi. Wolą odzyskać tylko część, ale zgrywać twardzieli, zamiast odzyskać w dłuższej perspektywie, ale wszystko, żeby nie wyjść na mięczaków.

I co najdziwniejsze, to czy dana firma jest „bogata” czy nie, nie ma tu nic do rzeczy.

Miałam wierzyciela, który był bardzo bogatą międzynarodową firmą. W imieniu wierzyciela negocjowała ze mną jakaś znerwicowana kobieta, która musiała mieć problemy z poczuciem wartości, ponieważ postanowiła nie traktować mnie jak człowieka, tylko jak, hmm, nic nie warte gówno, albo złodzieja.

Ja bardzo chciałam oddać wszystkie swoje długie i nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym czegoś nie oddać. Ale traktowanie mnie z góry, udowadnianie mi że jestem zerem, działało na mnie jak płachta na byka. Postanowiłam, że nie rzucę się tej pani do stóp, nie będę jej błagać o litość – o co jej najwyraźniej chodziło, ale nie dlatego, że wtedy by się zgodziła, tylko dlatego, że wtedy jej władza dałaby jej większą frajdę, bo mogłaby powiedzieć „NIE”. Tak więc niestety duża międzynarodowa firma nie czekała i nie chciała za mną rozmawiać.

Szybko był sąd, potem komornik.

Notabene pani komornik nadawała się do kompletu – mocno na mnie krzyczała, nie patrzyła i obiecywała, że ograbi mnie do koszuli. To może głupie, ale z dziką przyjemnością odebrałam po kilku tygodniach zawiadomienie, że rezygnuje z egzekucji, bo ja nic nie mam. Zaznaczam, że nie była u mnie ani razu, zajęła mi konto, które i tak już było zajęte. Wydaje mi się, że uznała iż kwota nie jest warta zachodu.

Tak więc przede wszystkim firmom, naszym kontrahentom należy się spłata długu. Pamiętaj, że to też są często ludzie, którzy jakimś wysiłkiem budowali swoje przedsiębiorstwa, ich wynik finansowy wpływa na finanse ich rodzin. Zrób wszystko, aby Tobie też się udało, nie wychodź z założenia „ten to miał szczęście, więc co mu zależy”.

Inaczej oczywiście ma się sprawa z takimi firmami jak operatorzy komórek.

Tu raczej często bywa tak, że za niezapłacone faktury bardzo szybko odetną nas od swoich usług. Możesz spróbować negocjacji, ale jedyne co możesz wyegzekwować to opóźnienie sprawy sądowej, włączenie telefonów, jeśli operator je wyłączył z powodu niezapłaconych faktur, będzie możliwe dopiero po spłacie całości zadłużenia. Nie słyszałam, aby było od tego jakieś odstępstwo. To jest tak, że bez względu na to, czy telefon masz włączony czy nie, co miesiąc należy im się od Ciebie konkretna kwota. Jest to skonstruowane tak, że operator nie ma żadnej korzyści z pójścia Ci na rękę – on swoje i tak naliczy a nie musi Ci świadczyć usług.

Niestety zdarzyło mi się czasem mieć rachunki za abonament dalece przekraczające moje możliwości. Nawet już nie pracowali u mnie ludzie, dla których brałam kolejne numery. Dlatego niestety, czasem po prostu kupowałam telefon na kartę a operatora spłacałam powoli.

Rób wszystko, żeby się dogadać i żeby nie dopuścić do wyroku sądu. Bądź szery, nie kłam, nie kombinuj. Nie podjeżdżaj do wierzyciela najnowszym Volvo na negocjacje w sprawie rozłożenia długu. Pamiętaj, to często są rozumiejący ludzie, którym nie zależy na tym, aby Cię zniszczyć, poszukają razem z Tobą drogi wyjścia, zwłaszcza jeśli wiedzą, że to jedyna droga, aby odzyskać pieniądze. Ale nikt nie lubi, gdy się go oszukuje i robi z niego wariata. Sam płać za swoje zabaweczki i utrzymuj drogie auta.

(2) Banki

Banki mają wiele możliwości nacisku. Jednym z najskuteczniejszych i najbardziej przerażających dłużnika argumentów jest informacja w BIK.

Z mojego doświadczenia wynika, że wpływ BIK na postępowanie dłużnika można podzielić na dwa etapy.
Etap 1 – mamy problemy z terminowym płaceniem rat i robimy wszystko, w tym zaciągamy kolejne długi, aby ta informacja nie pojawiła się w BIK i nie utrudniła nam otrzymywania kolejnych kredytów.

Etap 2 – nasze płatności są już przeterminowane tak długo, że banki odmawiają nam kolejnych kredytów i szukamy ich wśród innych, niejednokrotnie szemranych instytucji. Nie patrzymy na odsetki, marże, ważne żeby już natychmiast dostać pieniądze do ręki. Wpisujemy w google „kredyt bez bik” i przeszukujemy setki stron w poszukiwaniu kogoś, kto da nam pieniądze natychmiast. Niektórzy deklarują, że oddadzą trzy razy tyle co pożyczyli, byle jak najszybciej dostać pieniądze.

Są gotowi obiecać wszystko, żeby tylko znowu poczuć ten dreszcz, gdy pieniądze lądują na naszym koncie lub na naszym stole. I snuć plany, jak to będzie, gdy zamkniemy usta dzwoniącym wierzycielom.

Nie myśl, że to krytykuję, czy wyśmiewam.

Dzięki znajomemu, którego znajomy miał znajomego raz pożyczyłam pieniądze od podwarszawskiej mafii (na 20% w skali miesiąca). Brakowało mi 8.000 dla wierzyciela, a jakoś potem terminowo i bez szemrania płaciłam tym „panom” 1.600 PLN miesięcznie odsetek, przez długi czas, zanim znowu gdzieś nie pożyczyłam tych 8.000 na całkowitą spłatę. Jakby nie patrzył, w 5 miesięcy oddałam im drugie tyle, co pożyczyłam.

Padłam również naiwnie ofiarą systemu argentyńskiego, było to na początku w 2003, kiedy informacji o tych systemach nie było jeszcze tak dużo i utopiłam w nich kilka tysięcy złotych. To dopiero naiwność i wariactwo. Gdybym wtedy wiedziała, jaką spiralę właśnie uruchomiłam, ile lat będę tonąć w długach, oszczędziłabym sobie morderczych odsetek dla mafii i utrzymywania oszustów.

Gdybym wtedy te wszystkie lichwiarskie raty, zaliczki i odsetki po prostu oddawała wierzycielom, jednocześnie negocjując z nimi, już dawno byłabym wolna od długów, być może dziś zarządzałabym całkiem sporą firmą.

Jednak kto nie dostawał listów z pogróżkami, wielkimi czerwonymi literami, kto nie podskakiwał ze strachu na każdy dzwonek telefonu, kto nie przeżył tego ścisku w żołądku, bo znowu dzwoni numer zastrzeżony, ten nie wie, co to jest ogłupiająca panika, wyniszczający strach, nie rozumie, że uczciwy człowiek jest w stanie zrobić wszystko, żeby to się już skończyło. Niektórzy nie wytrzymują i sięgają po ostateczne rozwiązania – targają się na swoje życie.

Moja rada, którą możesz przyjąć lub nie i nie ma ona żadnych podstaw prawnych, opiera się wyłącznie na moich 10 letnich doświadczeniach, nie myśl w ogóle o BIK.

Dobra historia w BIK nie jest najważniejszym, co możesz w życiu stracić.

Dla możliwości uzyskania przyszłych kredytów, bierzesz dziś kolejne zupełnie niepotrzebne.

Nie myśl o tych przyszłych kredytach, może nie będą Ci do niczego potrzebne. Może to będzie taka lekcja, że nauczysz się żyć bez nich. Twoja przyszłość nie powinna zależeć o BIK. Gdy jesteśmy dziećmi, czy mówi nam się o znaczeniu BIK w naszym życiu? A potem w szkole, na studiach? Dlaczego nagle w dorosłym życiu BIK staje się tak ważny, najważniejszy?
Wzięcie kolejnego kredytu na spłatę rat z którymi sobie nie radzisz, sprawi, że za chwilę będziesz musiał się bać o kolejny bank i kolejny wpis.

Czy nie lepiej zaryzykować jeden wpis, powoli i bezpiecznie spłacać kredyt i wyprostować historię, niż brać kredyt na spłatę kredytu i potem kolejny i końcu zabagnić BIK tak, że nigdy nie zdołasz go oczyścić?

Za to co teraz tu napiszę, nie jeden bank zechciałby mnie pozwać do sądu. Jeśli nie masz na spłatę raty, nie bierze kolejnego kredytu w innym banku, po prostu jej nie płać lub zapłać tyle tylko ile możesz. To tak, jakbyś się zadłużył jeszcze raz, ale Twój dług się nie zwiększa. Po prostu nie zmniejszasz starego. To prosta matematyka. Nowy kredyt dodaje się do starego i dług rośnie.

Większość banków, z którymi miałam do czynienia, podpisało ze mną ugody i to na takich warunkach, jakie byłam w stanie spełnić. Muszę przyznać, że „moje banki” zachowały się bardzo przyzwoicie.

W jednym przypadku udało mi się w ciągu tygodnia znieść zajęcie komornicze, które pojawiło się na moim koncie, na kwotę ok.20.000. Mój obrót (obrót, nie zysk) wynosił wtedy koło 4.000. Najpierw myślałam, że umrę, że wszystko się skończyło. Po 3 godzinach płaczu wstałam, zasiadłam do komputera, napisałam do banku, opisałam moją sytuację, podając moje możliwości spłaty i komornik musiał wycofać egzekucję.

Tak było potem jeszcze kilka razy – w końcu komornik lekko się zdenerwował, że tak się dogadywałam z wierzycielami i starał się zabierać od razu każdą kwotę jaka była na koncie (wcześniej czekał aż się więcej uzbiera, ale ja go uprzedzałam i podpisywałam ugody). Kolejne trzy banki również zachowały się bardzo w porządku i mimo wysokiego zadłużenia, podpisały ze mną ugodę.

Nie ma różnicy wielkiej jaka to jest kwota, czy to kredyt hipoteczny, czy zwykły.

Nawet w przypadku kredytu na mieszkanie, bank zrobi wszystko, zanim sięgnie po argument ostateczny, zajęcie mieszkania. To wymaga czasu, wyłożenia przez nich środków, podjęcia różnych kroków. Zdecydowanie bardziej korzystne jest dla niego dogadanie się z dłużnikiem, bo wtedy najszybciej i najpewniej odzyska większą kwotę. Bank zdaje sobie sprawę, że zabierając nam mieszkanie, nie odzyska całości długu. Tak samo ryzykuje dogadując się z nami, tyle że mniej się przy tym napracuje.

Moja strategia postępowania z bankami (tak jak napisałam, jest moja, niczego Ci nie sugeruję, musisz ją sam rozważyć i podjąć decyzję, czy poradzisz sobie w takiej sytuacji).

Nie zaciągać kolejnych kredytów na spłatę, zmniejszenie lub odłożenie w czasie spłaty bieżącego kredytu.
Stały kontakt z bankiem – najlepiej korespondencyjny. W piśmie nie wolno Ci robić z siebie ofiary. Z ofiarą nikt nie chce rozmawiać, bo ofiara nie zapracuję na spłatę długu. Owszem, opisz swoją ciężką sytuację – napisz jaki masz problem, nie wstydź się, pisz o dzieciach, rodzinie, o wszystkim. Zadziała tu trochę mechanizm jak u porywacza, im więcej wie o ofierze, tym trudniej mu być oprawcą.

Potem przejdź do opisania swojej strategii wyjścia.

Możesz się pochwalić swoimi dotychczasowymi sukcesami, one są dowodem że potrafisz myśleć i pracować. Przedstaw swój możliwy plan spłaty, z dokładnymi datami i kwotami. Postaraj się być pewny, że ten plan jest możliwy w oparciu o Twoje możliwości. A potem bez względu na to czy otrzymasz zgodę, czy nie, trzymaj się tego planu. Jest on wyrazem Twojej dobrej woli i potwierdzeniem, że wiesz, co mówisz. Że można Ci ufać, mimo że powinęła Ci się noga. W ten sposób mówisz, to był tylko przypadek, jestem uczciwym i rzetelnym człowiekiem.

Jeśli przedstawisz swój plan lub propozycję ugody i nie będziesz się go trzymał – ostatecznie tracisz wiarygodność. Wierzyciel ma prawo posądzać Cię o złą wolę, a nawet wyłudzenie. Dlatego pamiętaj, nie obiecuj gruszek na wierzbie, byleby dobrze wypaść. To już nie jest ten etap. Wierzyciel już wie, że masz problemy.

Teraz musi wiedzieć, na co może liczyć.

Nie denerwuj się, jeśli przy zadłużeniu 50.000 PLN na tym etapie możesz zaproponować 50 PLN. Owszem wygląda to marnie. Ale jeśli tak jest to jest i koniec. Lepiej zadeklarować to 50 PLN i wpłacać solidnie i terminowo, a jeśli się tylko da dorzucać choć 10 PLN, niż obiecywać gruszki na wierzbie a potem nie dotrzymywać i ponownie tłumaczyć się lub prosić.

Jeśli stanie się tak, że nie możesz zapłacić jednej raty albo raty w całej wysokości, koniecznie napisz o tym, jeśli się da to wcześniej zanim to nastąpi i obiecaj wrócić do planu. Napisz dlaczego tak się stało: niespodziewana choroba dziecka, zepsuł się samochód, który jest Twoim narzędziem pracy. Jeśli możesz, dołącz kopię rachunku od mechanika lub lekarza.

W każdym razie kontaktuj się pierwszy.

Jeśli bank rozmawia z Tobą rozsądnie, nie zastrasza Cię, traktuje Cię jak człowieka, zawsze odbieraj telefony lub oddzwaniaj.

Czego nie robić – kolejne wskazówki, które wynikają z mojego doświadczenia i nie stanowią porady prawnej, korzystasz z nich na własne ryzyko: Nie pozwól się obrażać, ani zastraszać. W takim wypadku powiedz, że się rozłączasz i zrób to. Jeśli obrażanie jest na piśmie, odpisz, że następnym razem przekażesz pismo odpowiednim organom. Dług spłacaj nadal według planu, który przesłałeś. Nikt nie ma prawa Cię obrażać, używać wobec Twojej osoby epitetów i krytycznych przymiotników. Masz dług, nie spłacasz go, ale to nikogo nie uprawnia do przekraczania granic.

Rozmawiaj o długu a nie o sobie i swoim postępowaniu.

Jeśli rozmowa będzie schodzić na temat Twój i Twojego postępowania, grzecznie kieruj go z powrotem na właściwe tory, a jeśli to nie pomoże, powiedz „jeśli będzie Pan/Pani chciała porozmawiać na temat długu, jestem do dyspozycji, uprzedzam jednak,że nie będę kontynuować rozmowy w obecnym tonie”.

Nie zgadzaj się na wpłatę jakiejś kwoty, która ma być warunkiem podpisania ugody. Zwłaszcza jeśli jest to propozycja złożona przez dzwoniącego konsultanta. Jeśli mówisz, lub piszesz do banku, że nie masz pieniędzy, to ich nie masz. Rozumiesz? Nie potraktują tego poważnie, skoro godzisz się na wpłatę kwoty, jako warunek podpisania ugody. Im zależy na każdej odzyskanej sumie.

Mówią „możemy porozmawiać o ugodzie, ale musi Pan najpierw wpłacić kwotę x, abyśmy mieli dowód Pana dobrej woli”. Ty załatwiasz po rodzinie, pożyczasz, byle tylko się zgodzili na ugodę. I znowu wpadasz w spiralę zadłużenia. Znowu pożyczyłeś z kolejnego źródła, a konsultant jak zobaczy, że jednak masz skąd zorganizować pieniądze, zażąda kolejnej kwoty, bo „kierownik powiedział, że jest to kwota wynikająca z takiej to a takiej kalkulacji”. Już raz udowodniłeś, że Twoje „nie mam skąd wziąć pieniędzy na spłatę” oznacza „no dobrze, jeszcze parę złotych pożyczę gdzieś”.

Pamiętaj, konsultant to najczęściej przeszkolona maszyna. Ich główną strategią jest metoda zdartej płyty. Ty mu mówisz „nie mam” a on musi zakończyć rozmowę deklaracją konkretnej kwoty w konkretnym terminie. Ich ulubione zdanie to „dobrze, czyli mam wpisać, że odmawia pan spłaty?”.

Nie chcemy, żeby ktoś tak o nas myślał. I godzimy się na kolejny termin i znowu nie śpimy po nocach.

Pamiętaj: Twoje „nie mam” ma znaczyć „nie mam”.

Najczęściej potem okazuje się, że jednak można podpisać ugodę bez wpłaty.

Pamiętam taką rozmowę, Pani z banku mówi, że muszę tego i tego dnia wpłacić taką a taką kwotę, w przeciwnym razie kredyt zostanie wypowiedziany. Kilkakrotnie to powtarza. Kiedy mówię jej, że trudno w takim razie muszę się z tym pogodzić, bo niestety nie będę miała takiej kwoty w takim terminie, pani prosi o chwilę cierpliwości, musi porozmawiać z kierownikiem. Po rozmowie z kierownikiem okazuje się, że nie muszę wpłacać nic.

Rozmowa z kierownikiem to jest taka gra negocjacyjna pod nazwą „wyższa instancja”. Jak w dobrego i złego policjanta. Konsultantka nie może mi przecież nagle ustąpić, gdy mówiła, że MUSZĘ wpłacić pieniądze. Ale kierownik może, a ona jest taka miła, że przedstawi mu moją sprawę. Wiem, że przedstawiciele banków, mogliby pomyśleć, że działam na ich szkodę, ale to nieprawda. Tylko my wiemy, jaka jest nasza sytuacja i co nam pomoże spłacić dług. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą taka kwota czasem ma wpływ na to, czy nasza firma utrzyma się czy nie.

Nigdy nie wpłacałam żadnej kwoty. Wiedziałam, że jeśli oddam resztkę gotówki, nie kupię towaru. Jeśli nie kupię towaru to go nie sprzedam. Jeśli go nie sprzedam, nie spłacę całego kredytu i bank zostanie tylko z kwotą, którą mnie zaszantażował. Miałam kiedyś przyjaciółkę, mąż zostawił ją z kredytami i zadłużoną firmą transportową. Mimo moich błagań, godziła się na warunki stawiane przez banki i wpłacała im żądane kwoty. Potem nie miała na benzynę i nie mogła zrealizować zlecenia, za które zarobiłaby konkretne pieniądze. A bank – zgodnie z moimi przypuszczeniami – zażądał od niej kolejnej kwoty. W końcu tak ładnie postarała się za pierwszym razem.

Czasem to przypomina grę w pokera.

Tylko w przypadku rozmowy z bankiem, ta gra bywa nie równa. Po stronie banku są najczęściej osoby wykształcone, zaprawione w boju. Potrafią świetnie blefować. Jeśli dłużnik nie ma takiego wykształcenia oraz doświadczenia – nabiera się na każdy blef. Ja miałam to szczęście, że zanim wpadłam w długi pracowałam w dużych korporacjach, załatwiałam dla pracodawcy spore interesy, uczyłam się negocjacji i sprzedaży. Nie tak łatwo było mnie wkręcić czy przegadać, zastraszyć. Banki doskonale zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują ten mechanizm, jest to próba sił. Tak więc podkreślam, że nie działam na szkodę banków, dzieląc się z Tobą moim doświadczeniem.

Dla Ciebie i dla wierzyciela jest ważne abyś: mógł zarabiać pieniądze, był zdrowy, miał co jeść. Jeśli warunki stawiane przez bank to uniemożliwiają, musisz działać po swojemu, bo nikt nie zyska na tym, gdy Twoja firma stanie, nagle załamie się Twoje zdrowie, czy też padniesz z głodu.

(3) Windykatorzy

Miałam do czynienia z dziesiątkami windykatorów. Niektórzy z nich oczywiście pomylili zawody, nie charakteryzują się bogactwem języka, rozmowa z nimi bywa bardzo nieprzyjemna. Taką przyjęli metodę, zastraszanie i obrażanie, ale wcale nie dysponują jakimś specjalnymi formami egzekucji, w porównaniu z innymi windykatorami. Jeśli wyczujesz, że masz do czynienia z kimś takim, jeśli próbują Cię straszyć, czy nachodzić w domu czy w pracy, nie bój się zgłosić tego na policję, nagrywać rozmowy itp. Zazwyczaj gdy się dowiadują, że są nagrywani, rozłączają się.

Zapamiętaj generalną zasadę: firma windykacyjna nie posiada większych uprawnień niż wierzyciel. Działają w jego imieniu i przysługują im tylko te prawa, jakimi dysponuje właściciel długu. Jego zadaniem jest doprowadzenie do ugody między Tobą a wierzycielem. W trakcie tych czynności obowiązany jest działać zgodnie z prawem. Jeśli próbuje Cię zastraszać działaniami zarezerwowanymi dla Policji, Sądu, komornika czy Prokuratury – łamie prawo. Jeśli straszy Cię innymi groźbami karalnymi (a zdarzają się tacy) natychmiast zawiadom o tym policję lub prokuraturę.

Jeśli podczas rozmowy telefonicznej windykator straszy Cię, lub obraża, włącz nagrywanie, poproś, aby przypomniał Ci swoje imię i nazwisko i uprzedź, że o sprawie poinformujesz przełożonego oraz policję.

Nie masz obowiązku wpuszczać windykatora do domu.

Tylko komornik, który dysponuje tytułem egzekucyjnym (wyrok sądu czy bankowy tytuł egzekucyjny) ma prawo wejść do mieszkania. Możesz się zgodzić na jego wizytę w domu, ale nie musisz.

Sprawdź koniecznie, czy w umowie z bankiem podpisywałeś dokument o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Jeśli ta klauzula nie była zawarta w umowie, tak naprawdę cała procedura wydłuża się jeszcze bardziej, ponieważ bank musi postąpić jak tradycyjny wierzyciel, oddać sprawę do sądu.

Jeśli windykator straszy Cię komornikiem, w pewien sposób nagina prawdę.

Jeśli jest już właścicielem długu, może oddać sprawę do sądu i dopiero wtedy skierować sprawę do komornika.
Na tej samej zasadzie windykator nie może Cię straszyć zajęciem jakiegokolwiek sprzętu czy innego majątku. Nie ma do tego prawa. Tylko komornik ma takie prawo.

Podawanie kosztów egzekucji, zanim sprawa trafi do sądu i do komornika to też nadużycie i zastraszanie. W takich pismach podawane są najczęściej najwyższe z możliwych (i niemożliwych stawek). Nigdy nie zdarzyło mi się, aby groźby windykatora dotyczące kosztów sądowych i egzekucyjnych znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Windykator zasadniczo ma prawo przyjść do Ciebie do pracy.

Nie wolno mu oczywiście opowiadać o Twoich problemach, ale wykonując swoje obowiązki może pojawić się w Twoim zakładzie pracy. Może się przedstawić i poprosić o rozmowę z Tobą, nie może jednak mówić sekretarce czy ochroniarzowi, w jakiej sprawie będzie się toczyć rozmowa.

Miałam to szczęście, że trafiałam na naprawdę porządnych windykatorów. To znaczy nie zawsze bywali mili, ale przynajmniej nie łamali prawa. Wiem jednak, że trafiają się prawdziwe zbóje – ale nie jest powiedziane, że na nich trafisz. Jeśli trafisz to już wiesz, co oni mogą, a co Ty możesz zrobić im.

(4) Prawnicy i kancelarie prawne

Działają trochę podobnie do windykatorów, z tym że najczęściej postępują etycznie i zgodnie z prawem. Z mojego doświadczenia wynika, że mają mniej cierpliwości niż firmy windykacyjne.

Nie jestem do końca pewna, z czego to wynika – a jak nie jestem pewna, to pewnie chodzi o pieniądze. Może dlatego, że kancelaria prawna (albo prawnik) ma interes w tym, aby wierzyciel oddał sprawę do sądu, ponieważ wtedy kancelaria otrzymuje wynagrodzenie z racji kosztów zastępstwa procesowego, które płaci dłużnik.

Najczęściej jest tak, że najpierw wierzyciel musi zapłacić te koszty kancelarii (załóżmy kwotę X), a po wydaniu wyroku Sąd zasądza od dłużnika zwrot kosztów zastępstwa, ustalając je czasem na innym niż wnioskowany poziomie. Czyli kancelaria dostaje szybko swoje, niemałe pieniądze, a Twój wierzyciel musi je od Ciebie odebrać, nie zawsze odzyskując to, co zapłacił prawnikowi.

Możesz to wykorzystać jako argument w negocjacjach z wierzycielem, gdy dostaniesz pismo od prawnika, poproś wierzyciela o polubowne załatwienie sprawy, podkreślając, że przecież zapłaci za prawnika dużo pieniędzy, które niekoniecznie sąd zasądzi. Jeśli wierzyciel się nie zgodzi, postępuj z kancelarią według kroków wcześniej wspomnianych: kontaktuj się, negocjuj, przedstaw plan i trzymaj się planu. Może pójdą Ci na rękę, a może nie – tego nie reguluje prawo, tylko zwykła ludzka życzliwość.

(5) Komornicy sądowi

W tej kategorii mamy całą paletę osobowości. Komornik to człowiek jak ja i Ty. Każdy z nich dysponuje takimi samymi prawami i obowiązkami, jednak sposób w jaki je wypełniają, bywa całkowicie różny. Wspominałam już raz o komorniku, który ścigał się ze mną „kto pierwszy” na moim koncie – czy on zajmie jak największą kwotę, czy ja zdołam dogadać się z wierzycielem i cofnąć zajęcie. Bardzo mnie nie lubił.

Gdy nie udały się egzekucje, po roku od wstrzymania przez bank na moją prośbę czynności komorniczych, dostałam pismo od komornika informujące mnie o tym, że zamyka w ogóle egzekucje i oczekuje ode mnie kilku tysięcy złotych tytułem kosztów egzekucji.

Na chwilę umarłam i jak zwykle odpłakałam swoje. A potem napisałam do sądu skargę na czynności komornika (masz do tego zawsze prawo) i wytłumaczyłam, że przez ten cały rok spłaciłam wierzycielowi bardzo dużą sumę pieniędzy, ale nie było to w ogóle zasługą komornika, tylko moją własną i wierzyciela. Opisałam, że komornik nie podjął żadnej próby kontaktu ze mną, celem sprawdzenia mojej sytuacji i odzyskania pieniędzy dla wierzyciela, zanim zajął moje konto.

Wykazałam nawet, że komornik działał na szkodę wierzyciela, ponieważ stosując najłatwiejszą metodę egzekucji, zajęcie konta, bez porozumienia ze mną, odciął mnie od możliwości generowania obrotu, bo nie miałam pieniędzy na towar. Tym samym całkowita spłata długu była zagrożona. I udało mi się, sąd przyznał mi rację i komornik znowu nic nie dostał.

Wiem, że rodzi się tutaj pytanie, dlaczego dogadywałam się z wierzycielem dopiero po egzekucji komorniczej, a nie wcześniej, jak sama radzę. Kiedyś paraliżował mnie strach, wolałam czekać, że może jakoś uda się to przeciągnąć a po drodze może załatwię jakiś kolejny kredyt. Dopiero potem poszłam po rozum do głowy i powoli, krok po kroku, opracowałam skuteczny plan wyjścia z tej sytuacji, który teraz proponuję Tobie.

Mimo dziesiątek zajęć komorniczych, tylko dwa razy w życiu stawiłam się w biurze komornika.

Za każdym razem potraktowano mnie tam jak hochsztaplera, oszusta. W drugim przypadku była to kobieta. Najpierw celowo przetrzymała mnie na korytarzu, a potem nawet raz na mnie nie popatrzyła. Na jej biurku stało zdjęcie dziecka, ale nawet nie pozwoliła mi dokończyć jednego zdania, gdy mówiłam o tym jak od lat błąkam się z moją córką z nory do nory, pracuję 24 godziny na dobę i nie mam czasu nawet wyleczyć zębów.

Wtedy to obiecałam sobie, że już nigdy nie stawię się na żadne wezwanie komornika. Nie wiem, czy to jest dobra strategia, ja po prostu zawsze byłam bardzo dumna, poza tym, nie miałam nic poza starą pralką czy komputerem, co nie pokrywało żadnego z moich długów. Czasem dobrze jest stawić się na takie wezwanie, aby za każdym razem wypełniać oświadczenie majątkowe i jeśli się da, dać do zrozumienia, że tego majątku nie ma. Komornik umarza wtedy często egzekucję. Wiem jednak, że bywają i przyzwoici komornicy.

To jak z sąsiadami, mogą być mili, pożyczać cukru przy każdej okazji, zostać z dzieckiem i podlewać kwiaty podczas Twojej nieobecności. A mogą Ci uprzykrzyć życie do tego stopnia, że postanowisz się przeprowadzić. No i mogą też uznać „wiesz, jakoś cię nie lubię”.

(6) Instytucje: ZUS i Urząd Skarbowy

Problemy z tymi instytucjami mają najczęściej osoby prowadzące działalność gospodarczą. Osoby na etacie raczej nie martwią się ZUS-em, problem z US powstaje w momencie, gdy PIT wykaże niedopłatę.

Jeśli prowadzisz działalność gospodarczą i nie płacisz ZUS, jak najszybciej poproś o rozłożenie długu na raty. W ciągu tych 10 lat, dwa razy miałam problem z płatnościami wobec ZUS. Za pierwszym razem była to gigantyczna kwota, bo nie płaciłam dość długo, a miałam wtedy chyba 3 pracowników. Otrzymałam zgodę na rozłożenie długu na raty, jednak niestety wcześniej musiałam spłacić kwotę przypadającą na składki pracownicze.

Udało mi się wynegocjować 3 miesiące na spłatę tych składek. Przez te 3 miesiące ZUS nie podejmował wobec mnie żadnych kroków, czekali aż spłacę to, co obiecałam. Byłam u nich częstym gościem, dużo do nich pisałam o swojej sprawie, więc akurat ten dość sfeminizowany urząd, okazał mi litość. Oczywiście nie sam z siebie, jak wielokrotnie powtarzam, musiałam dać się im poznać.

Moje drugie problemy z ZUS miały miejsce, gdy byłam już jednoosobową firmą. Bardzo szybko przyszły monity dotyczące zalegania, znowu wystosowałam prośbę, o tyle trudną, że wiedziałam iż w kolejnych miesiącach nadal będę zalegać z ZUS. Otrzymałam pouczenie, że za każdym razem mam ponownie występować o rozłożenie składki na raty. Niezła zabawa, ale czasem tak trzeba.

Urząd Skarbowy poznałam niemal od podszewki.

Podatek dochodowy nie stanowił u mnie większych problemów, tym bardziej, że dopiero PIT roczny pokazuje zaległość w przypadku osób prowadzących działalność. Moment składania PITu powinien być w takim wypadku momentem złożenia podania o rozłożenie zaległości na razy. Moje największe z nim problemy to zaleganie z VAT-em. Zaleganie z płatnościami z tytułu VAT oznacza, że będziesz wzywany do US w trybie mandatowym. Stawiasz się na wezwanie, pracownik US spisuje wspólnie z Tobą protokół i czasem się na tym kończy, ale dość często grozi Ci za do mandat i oddanie sprawy do sądu.

Zdarzyło mi się, że pracownica US chciała mnie ukarać mandatem 500 PLN. Nie przyjęłam go. Uważałam, że skoro daję pracę 3 pracownikom, zamiast ich zwolnić, bo mam do tego prawo w mojej sytuacji finansowej, państwo powinno mnie trochę w tym wesprzeć a nie karać za to, że zaciągam długi, byleby nie odesłać ich na zasiłek. Sprawa trafiła do sądu grodzkiego – wtedy to te sądy rozpatrywały te sprawy. Ponownie wystąpiłam niczym Joanna d’Arc gotowa spłonąć na stosie walcząc o sprawiedliwość.

No i opłaciło się. W sądzie otrzymałam mandat 100 PLN i pouczenie, że US jest moim partnerem i przysługuje mi każdorazowo prawo do wystąpienia z prośbą o raty.

Takie sytuacje miałam niestety wielokrotnie, dlatego też zetknęłam się z wieloma komornikami skarbowymi. Bardzo lubiłam pewnego starszego pana. Jego córka była sparaliżowana, dokładnie rozumiał sytuację matki, która walczy o bezpieczeństwo swojego dziecka. Podchodził do mnie niemal jak do własnej córki, bardzo nieśmiało upominał się o pieniądze. W nowym roku podatkowym przejął mnie inny człowiek, któremu bardzo zależało na swojej części i wydzwaniał do mnie często. Mimo wszystko jednak był zdecydowanie bardziej miły i kulturalny niż tradycyjni komornicy sądowi.

Tak więc tak jak z pozostałymi wierzycielami, należy być w kontakcie z US i ZUS.

Traktować ich faktycznie jak partnerów i wskazywać na obopólne korzyści ugody. W końcu jeśli będziesz musiał zamknąć firmę, przestaniesz płacić składki i podatki, a zaczniesz korzystać z zasiłku.

Przekazanie niezapłaconych podatków czy składek ZUS do komornika ma jednak też pewną zaletę. Jako że składki ZUS i podatki mają pierwszeństwo przed innymi płatnościami, możesz wykorzystać ten fakt w rozmowach z innymi wierzycielami. Prześlij np. do banku, w którym zalegasz z ratami, informację o egzekucji ZUS czy US (najlepiej kopię dokumentu). Zaproponuj bankowi przemyślan plan spłaty i przypomnij, jak ważne jest, aby w tym momencie nie podejmowali wobec Ciebie drastycznych kroków.

W końcu jeśli nie ułożysz swoich spraw z US i ZUS, zamkniesz firmę i wierzyciel nie odzyska swoich pieniędzy. Oczywiście w praktyce bywa tak, że jeśli zbiegną się egzekucje US i innych komorników, sąd orzeka pierwszeństwo. Nie słyszałam jednak jeszcze o takim przypadku, żeby US musiał czekać.

Jeśli w przeszłości zarabiałeś świetnie i Twoje PIT-y wskazywały imponujące sumy, musisz liczyć się z tym, że pracownik US w jakiś podświadomy sposób będzie czuł satysfakcję z powodu Twoich problemów. Jeśli latami patrzył na Twoje zyski, albo zagląda do archiwum i widzi Twoje poprzednie wyniki, porównując je ze swoją państwową pensją, choćby był aniołem, odezwie się zwykła ludzka natura.

Zawiść to takie uczucie, nad którym trzeba dobrze panować, bo właściwie dotyczy nas wszystkich.

Każdemu z nas zdarzyło się zazdrościć po cichu. Ci ludzie, mimo że niejednokrotnie pracują w wystawnych budynkach, najczęściej żyją dość skromnie, a przez ich ręce przechodzą papiery z kwotami, o jakich nawet nie mogą marzyć. Więc kiedy w końcu powinie Ci się noga, gdzieś w głębi serca czują, że sprawiedliwości stało się za dość. Ja to naprawdę rozumiem.

Kiedyś, gdy musiałam negocjować z ZUS-em układ ratalny, do pokoju do którego przychodziłam, ciągnęły tłumy. Było to w pewnym małym, obskurnym i znienawidzonym przeze mnie mieście, do którego musiałam uciekać po porażce finansowej oraz przed partnerem, z Warszawy. Godzinami opowiadałam im o życiu w stolicy, o tym jak kiedyś żyłam, jak wyglądają sklepy czy kluby. Miałam to szczęście, że te kobiety mimo wszystko mnie polubiły, widziały we mnie tę osobę, którą byłam w danej chwili, czyli samotną matkę tonącą w długach.

Pokazuj zawsze swoje ludzkie oblicze.

Nie traktuj ich z góry, z racji tego, że kiedyś świetnie zarabiałeś, bo to tylko pogorszy sprawę. Pozwól im na tę sekundę satysfakcji ze sprawiedliwości dziejowej. Nie mówię, że masz ubierać się jak dziad na spotkania w US, ale jeśli nadal nie sprzedałeś garnituru od Armaniego, zostaw go w szafie. Ubierz się czysto i elegancko, ale nie na tyle, aby się w jakikolwiek sposób wywyższać. Jeśli musisz nawiązać do Twoich przeszłych finansów, nie chwal się zagranicznymi wycieczkami. Mów raczej o tym, że te zyski pozwalały Ci robić wiele dobrego dla innych. Pomagałeś rodzicom na rencie czy emeryturze, czy coś w tym rodzaju. Pamiętaj, Ty chociaż przez chwilę „pożyłeś”.

Urząd Skarbowy jest też z drugiej strony niestety jawnym dowodem na istnienie niesprawiedliwości, z którym nie możemy w żaden sposób walczyć. Dlaczego niesprawiedliwości? Nie, nie chodzi o to, że trzeba płacić podatki. Przez wszystkie te lata wielokrotnie musiałam się stawiać na każde wezwanie. Płaciłam mandaty, odsetki, utrzymywałam komorników. Kilka razy odmawiano mi ulgi, twierdząc, że przy tak dużym zadłużeniu i tak niewielkich (chwilami zerowych) dochodach, rozłożenie moich zaległości na raty byłoby „stwarzaniem” iluzji, że podatek zapłacę. A czy odmówienie mi tych rat nie było kolejną iluzją w tej kwestii? Jeszcze bardziej skazaną na niepowodzenie?

Potraktowano mnie jak dziecko, które nie wie, co robi.

Nie wiem, czy znasz taką piosenkę Wojciecha Młynarskiego o dwóch koniach, które szły w zaprzęgu. Jeden był bardzo grzeczny, cichy, robił wszystko, czego oczekiwał od niego właściciel. Drugi był krnąbrny, robił co chciał. Ale właściciel się go bał. Bał się go strofować, nie wiedział, czego może się po nim spodziewać. Wiedział jednak, że musi jakoś reagować na zachowanie złego konia. Dlatego pewnego dnia mocno zbił…. grzecznego konia. A temu krnąbrnemu powiedział: jak będziesz tak szalał, to dostaniesz tak jak on.

I to jest cała prawda o Urzędzie Skarbowym.

Przepisy i kary są dla tych, którzy grzecznie stawiają się na wezwanie, płacą kary i mandaty. Oddają do US swoje ciężko zarobione pieniądze, czasem więcej niż sami na tym zyskują. Ile razy by nie oberwali, tyle razy się i tak słuchają. Do krnąbrnych podatników, którzy robią grube przekręty US nigdy się nie dobierze. Dlaczego? Bo się boi. Boi się cwanych i wysoko opłacanych prawników, boi się, bo nie wiadomo, co może pokazać kontrola. Więc chłoszcze nas, w imię prawa, w imię łamania przez nas przepisów, jakby chciał powiedzieć malwersantom i oszustom „jak będziecie dalej oszukiwać to dostaniecie tak jak tamci.

Mój smutny niestety wniosek na temat US po tych wszystkich latach: „prawo i przepisy są po to, aby wiadomo było jak karać uczciwych”.

Nie mniej trzeba próbować się dogadać, wyjścia nie ma. Jeśli dostawałam odmowę od Naczelnika, sprawdzałam, gdzie dalej mogę iść z moja sprawą czy skargą.

Nie poddawaj się, to jest front.

Temat typów wierzycieli nie został może wyczerpany pod każdym względem, ale pomaga on w podkreśleniu ponownie zasad pozytywnego współdziałania:

  • kontaktuj się z wierzycielami,
  • niech wszyscy w danym biurze Cię doskonale znają – wysyłaj pisma, z opisem swojej sytuacji, do tego stopnia, że będziesz im znany niczym postać z ulubionego serialu – mniejsza szansa, że będą chcieli skrzywdzić kogoś, kogo tak dobrze znają, wiedzą ile ma dzieci, jak mają na imię, kiedy przechodziły świnkę, ile kosztuje miesięczne leczenie starej mamy itp. Pamiętaj, to od Ciebie zależy, czy zostaniesz wrzucony do jednego worka z oszustami i złodziejami, czy też wezmą Twoją sprawę z tej góry niesolidnych dłużników i odłożą na półkę z tymi, dla których jest jeszcze nadzieja. Skąd mają wiedzieć, że nie jesteś oszustem, skoro nic im nie powiesz?
  • jeśli podajesz plan spłaty, upewnij się, że sporządziłeś go biorąc pod uwagę swoje możliwości. Nie obiecuj nic na wyrost, na szybko, byle zakończyć rozmowę. Nie podpisuj i nie zgadzaj się na nic, czego nie jesteś w stanie dotrzymać – to Ci tylko zaszkodzi, mimo że Ci się zdaje, że na krótką chwilę pomaga.
  • Nie poddawaj się. Czasem możesz dostać odmowę, mniej lub bardziej kategoryczną. Nie przystawaj na nią, pisz dalej. Negocjuj do końca.
  • Wyraźnie i bardzo szczegółowo wskazuj na korzyści zawarcia ugody – co wierzyciel zyska. Tu bądź bardzo rzeczowy i konkretny. Bez emocji, same plusy.
  • Wyraźnie i z pewną dozą emocji opisz, co się stanie, jeśli wierzyciel Ci odmówi. Nie chodzi o szantaż, tylko o uświadomienie wierzycielowi, że jego decyzje mogą wpłynąć na to, czy Twoje dziecko będzie miało buty. Skąd ma wiedzieć, czy potrzebujesz ulgi dla wygody, czy też z troski o rodzinę.
  • Jeśli jesteś osobą antypatyczną, patrzącą na wszystkich z góry,osobą która krzyczy, wymaga, poniewiera – to najlepszy moment, aby się zmienić. Zachowaj dumę, nie pozwól się obrażać, ale czas trochę spokornieć, będziesz musiał przepraszać – umówmy się, coś obiecałeś składając swój podpis i biorąc pieniądze, a nie dotrzymałeś – prosić, musisz stać się dla nich otwartą księgą, im bardziej przybliżysz im siebie i swoją sytuację, tym mniej będzie ich kusić, żeby gmerać na Twoich kontach i w Twoim domu.

Jak wyglądają i ile trwają poszczególne etapy egzekucji?

1. Postępowanie ugodowe z wierzycielem, bankiem – może trwać kilka miesięcy.

W BIK widnieje oczywiście każda informacja na temat terminowości w spłacie rat, ale to jeszcze nie koniec świata, w moim przypadku najdłuższy okres „negocjowania” – czyli proces układania się z bankiem, a nie samej spłaty – trwał 2 lata. W tym czasie bardzo starałam się spłacać tyle, ile mogłam, ale nie wiele mogłam. To jednak wystarczyło, aby bank cierpliwie znosił moje kłopoty. Wysyłali oczywiście pisma, że ta kwota jest nie do przyjęcia, dawali kolejne ostateczne terminy, ale ja to rozumiałam. Nie mogli mi wprost powiedzieć, że rozumieją jak ciężka jest moja sytuacja, że chcą okazać serce samotnej matce z dzieckiem. Oni grali twardych, a ja im w tym pomagałam, bo byłam wdzięczna za każdy dzień.

Musisz też o tym pamiętać, że zwłaszcza banki nie mogą oficjalnie na piśmie i od razu godzić się na wszystko. Wyobrażasz sobie, jaka to jest furtka dla oszustów? Dlatego czytaj czasem między wierszami, albo po prostu nie ustawaj w prośbach i staraniach. Jeśli sam się przekonasz, że „ostateczny termin” okazuje się nie taki znów ostateczny, zrozumiesz, że bank po prostu musi wyrażać oficjalne stanowisko, ale to nie jest banda zwyrodnialców. Pracownicy banku też mają dzieci, rodziny, potrafią współczuć – tyle że muszą to robić po cichu i nieoficjalnie. Jeśli chodzi o pozabankowych wierzycieli – jak pisałam wcześniej, zależy od konkretnej osoby, ale również miałam długi rozkładane na całe lata. Czyli w najgorszym wypadku jest to kilka miesięcy.

2. Jeśli nie wyjdzie etap pierwszy to: w przypadku banku, z którym podpisałeś klauzule o dobrowolnym poddaniu się egzekucji, bank zgłasza się do sądu o nadanie jej klauzuli wykonalności – w zależności od obłożenia sądu, może to trwać pewnie najkrócej miesiąc do nieskończoności.

Jeśli nie podpisywałeś takiej klauzuli oraz jeśli w grę chodzi pozabankowy wierzyciel – sprawa musi trafić do sądu. Miesiąc lub więcej minie zanim sprawa się odbędzie. Sąd wyda wyrok i poinformuje Cię o tym listownie. Masz wtedy 14 dni na złożenie ewentualnego sprzeciwu. Polecam składanie sprzeciwu, jeśli podejmowałeś próby dogadania się i zostały one odrzucone. W piśmie wskazujesz, że: Nie z własnej woli wpadłeś w problemy, próbowałeś dogadać się z wierzycielem, przedstawiłeś plan spłaty całkowitego zadłużenia (dołącz do sprzeciwu), wierzyciel nie wykazuje zrozumienia i dobrej woli przez co może spowodować zwiększenie Twoich kosztów, co w Twojej obecnej sytuacji finansowej (opisz) jest przysłowiowym gwoździem do trumny. W ten sposób wierzyciel naraża Cię na nadmierny wzrost kosztów.

Dołącz wszystkie możliwe dowody – Twoje pisma z prośbą o restrukturyzacje, wszelkie dowody kontaktu z wierzycielem, wpłaty na rzecz wierzyciela – wszystko co może świadczyć o Twojej dobre woli. Pamiętaj!: jeśli wierzyciel złożył pozew na oficjalnym druku, Twój sprzeciw też musi być na takim. Znajdziesz ich pełno w internecie.

Jeśli otrzymałeś „Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym” wtedy szukasz „sprzeciw od nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym”. Jeśli wyrok sądu będzie inaczej zatytułowany, po prostu szukaj sprzeciwu do konkretnego tytułu sądowego. Dodać trzeba, że wierzyciel oczywiście ma prawo podać Cię do sądu i odmówić procedury ugodowej.

Ale jeśli wykażesz, że naprawdę masz problemy a mimo to starasz się doprowadzić do porozumienia, że przedstawiłeś plan spłaty (mam nadzieję, że wcześniej to zrobisz), że chcesz spłacić swoje długi, bo spędzają Ci sen z powiek, a wierzyciel nie chce na ten temat rozmawiać – masz szansę, że trafisz na ludzkiego sędziego, który skorzysta z prawa łaski.

Jeśli nie skorzysta i podtrzyma wyrok – korzyść jest taka, że odsunąłeś w czasie uprawomocnienie się wyroku, gdyż każde odwołanie od wyroku to nadanie sprawie ponownie biegu. Dopiero wyrok prawomocny jest podstawą do wszczęcia egzekucji komorniczej. Jeśli sprzeciw wniesiesz np. w 13 dniu od otrzymania wyroku, plus parę dni na dotarcie pisma do sądu, parę dni na wyznaczenie terminu rozprawy, termin ten może być równie dobrze za 3 tygodnie jak i za kilka miesięcy.

Odbędzie się rozprawa i jeśli wyrok zostanie podtrzymany po ok. 2 tygodniach jest prawomocny.

Czasem jest tak, że na wydaniu wyroku przez sąd się kończy i znowu możesz próbować dogadywać się z wierzycielem. Bywa tak, że wierzyciel chciał Cię postraszyć, wie że nie odzyska od Ciebie zbyt dużej kwoty, ale ma tytuł sądowy, dzięki któremu od początku biegnie czas przedawnienia się długu. Przedawnienie to najczęściej 3 lata.

3. Jeśli wierzyciel nadal odmawia dogadania się, w zależności od tempa pracy, zabiera się za przesłanie wyroku do odpowiedniego komornika.

Komornik idzie do Urzędu Skarbowego, sprawdza Twoje numery kont, dokonuje zajęcia, albo wzywa Cię do stawienia się w biurze itp. To są kolejne dni, lub tygodnie.

Pamiętaj, na żadnym etapie nie daj się zastraszyć, nie bój się, odważnie podejmuj rozmowy i korespondencję. Strach paraliżuje, strach nie pozwala jasno myśleć. Ze strachu popełniamy błędy, robimy głupoty.

I to jest kolejna wiedza, której zdobycie kosztowało mnie setki tysięcy złotych, siwiznę pokrywającą niemal całą moją głowę, nerwicę i depresję. Moja pętla zadłużenia zaczęła się od pierwszej przeterminowanej faktury dla kontrahenta. Gdy tylko minął termin płatności, byłam przekonana, że zaraz świat się skończy. Nie mogłam spać, byłam pewna, że oni tam (w sensie w biurze mojego wierzyciela) przychodzą do pracy i od rana myślą tylko o tym, że zalegam im ze spłatą.

Prawda jest taka, że byłam dla nich tak mikrym partnerem, iż do rozmowy ze mną delegowali sekretarkę, która co jakiś czas dzwoniła i miłym głosem przypominała o płatności. Dla mnie to był koszmar. Zamiast skupić się na działaniu i firmie, myślałam o tej fakturze. Zaciągnęłam pożyczkę, potem kredyt na pożyczkę, a potem już poszło. Wystarczyłoby schować gdzieś dumę, zwrócić się do wierzyciela z prośbą o prolongatę lub raty i robić swoje. Byłabym wolnym i szczęśliwym człowiekiem. Ale jak tu się przyznać, że nie ma pieniędzy, skoro przez 10 lat świetnie zarabiałam, żyłam na bardzo wysokim poziomie, a banki rozwijały przede mną czerwony dywan? Nie potrafiłam z siebie tego wykrztusić: nie mam pieniędzy.

Jak widzisz, minie sporo czasu od pojawienia się problemów ze spłatą do egzekucji komorniczej.

Większość dłużników wykorzystuje ten czas nie po to, aby dogadywać się z wierzycielem i podejmować wszystkie wymienione tu kroki. Ze strachu przed BIK i innymi „czarnymi listami” popełniają błąd za błędem, czyli biorą kolejne kredyty, których nie mają szans spłacić i zabagniają swój BIK totalnie. I teraz muszą rozmawiać nie z jednym, dwoma wierzycielami, ale z całą masą wierzycieli i ich sprawa zaczyna wyglądać mocno nieciekawie.

A wystarczyłoby stawić czoła, zdobyć się na odwagę, wziąć swoje sprawy w swoje ręce i przystąpić do negocjacji. W tym czasie na pewno znalazłby się sposób, żeby spłacać dług – skoro potem musimy znaleźć dla kolejnych kredytów, które pojawiają się w naszej pętli zadłużenia.

Moja szczera rada: przy pierwszych problemach z kredytem dogaduj się z wierzycielem. Nie myśl o BIK, nie myśl o przyszłych kredytach. Myśl o tym, że właśnie stanąłeś na rozdrożu i możesz wybrać drogę mniej luksusową, ale za to możliwą do przejścia, lub drogę do prawdziwych piekieł, bo czasem będziesz marzyć o śmierci. Ja skończyłam z trzydziestoma wierzycielami równocześnie i długiem wynoszącym prawie 500.000. A wszystko to ze strachu o to, że nie poradzę sobie ze wstydem i dzwoniącym wierzycielem – potem musiałam sobie radzić z jeszcze większym wstydem i dziesiątkami dzwoniących i piszących wierzycieli.

Nie bierz kredytu na kredyt. Opracuj plan wyjścia, wyślij zobowiązania, odpowiadaj na rzeczowe telefony i zapytania i przestań myśleć o długach.

Są różne sposoby, jak rozplanować kwotę, którą dysponujesz, a która jest dużo mniejsza od Twoich rat, aby zadowolić wszystkich wierzycieli.

Sposób 1

spłacać najpierw te kredyty, których koszty są największe. Jeśli już zaciągnąłeś takie zobowiązania – a szczerze je odradzam każdemu – jak chwilówki, kredyt na SMS, kredyt za przedpłatą (wszystko to naciągacze żerujący na przestraszonych ludziach) – najlepiej spłać te, od których płacisz największe odsetki.

Sposób 2 –

procentowo w stosunku do wysokości raty.

Np. jeśli Twoje raty miesięczne wynoszą 10.000 PLN, w tym Bank A to rata 7.000 PLN, Bank B rata 2500 PLN, Bank C 500 PLN, oznacza to, że 70% miesięcznych kosztów rat musisz przeznaczyć na Bank A, 25% na Bank B i 5% na Bank C.

Czyli jeśli na spłatę raty pozostaje Ci tylko 5.000, Twoje raty wyglądają następująco: Bank A: 70% z 5.000 to jest 3.500, Bank B: 25% z 5.000 to jest 1.250 i Bank C: 5% z 5.000 to jest 250.

Wszystko jednak zależy też od tego, na jakie ustępstwa i ugody możesz liczyć w poszczególnych instytucjach.

Pamiętaj, ten krok nie był o tym, jak oszukać wierzyciela. Z ostrożności i powodu przepisów, które muszą mieć charakter ogólny, aby nie dopuścić do nadużyć, niestety wierzyciele czasem działają na swoją szkodę i podejmują kroki, które uniemożliwiają nam spłacenie długów. Co by było, gdybym poddała się pierwszej egzekucji komorniczej? Zamknęłabym firmę, żyła z zasiłków, albo z marnej pensji (tylko taką mogłabym dostać mieszkając kątem w małej miejscowości u mamy, a mieszkania swojego nie miałam.)

Wierzyciel do dziś nie odzyskałby swojego długu. I tak było w większości wypadków. Ich działania bazowały na złudnym przekonaniu, że ja mam pieniądze, tylko ich nie płacę. Więc jeśli zajmą moje konto, odzyskają swoje pieniądze. Takie działania prowadziły tak naprawdę do zamknięcia mojej firmy, bo ja tych pieniędzy NAPRAWDĘ nie miałam, a tylko dalsze prowadzenie firmy mogło im zagwarantować odzyskanie długu.

WAŻNE!!

Pragnę zaznaczyć, że nigdy nie uchylałam się od płacenia jakichkolwiek długów. Nawet raz nie zwróciłam się z prośbą o umorzenie długu. Do wszystkich się przyznawałam i wszystkie umieściłam w kwocie ogólnej mojego długu, ze szczerym zamiarem zapłaty wszystkich. Ucząc się rozmowy i sposobów negocjacji walczyłam o godne życie. Nie o litość i darowanie długu, tylko o prawo do życia. Z początku była to walka o przetrwanie.

Walka o przetrwanie to jednak za mało. Za mało dla Ciebie i za mało dla wierzyciela. Walcząc o przetrwanie łatwo się załamać, rozchorować lub po prostu nie wytrzymać i powiesić. Ja to wiem.

Cały ten rozdział, który jest wynikiem moich 10 letnich doświadczeń w kontaktach z wierzycielami, przeznaczony jest dla osób, które są uczciwe, z takich lub innych powodów wpadły w problemy i chcą uczciwie spłacać swoje długi, jednocześnie nie załamując się psychicznie i działając zgodnie z planem. Jeśli zostanie wykorzystany w celu oszukania jakiejkolwiek instytucji czy osoby – mam nadzieję, że sprawca zostanie szybko przyłapany i ukarany. Życzę mu wszystkiego najgorszego, ponieważ naciągacze i oszuści sprawiają, że pozostali dłużnicy są traktowani z góry jak osoby niegodne zaufania.

Fragment poradnika „Jak wyjść z długów i cieszyć się życiem – 12 kroków do wolności” autorstwa Iwony Wendel
Lista wszystkich fragmentów
Jeśli wolisz poradnik w wersji pliku pdf to możesz go kupić TUTAJ

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *