Czy narcyz kocha swoje dzieci? – oto jest pytanie.

Jedno z najczęstszych pytań, jakie dostaję od Was w wiadomościach prywatnych to: czy narcyz kocha swoje dzieci?

Jako że mam córkę z narcyzem, a on ma syna z pierwszego małżeństwa, mogłabym się pokusić, aby od razu z własnego doświadczenia napisać: nie, narcyz nie jest zdolny do miłości wobec własnych dzieci. Mam również bardziej bezpośrednie doświadczenie, mianowicie moja matka jest toksyczną osobą i wszystko mogę o niej powiedzieć, ale nie to, że mnie kocha, lub kiedykolwiek kochała.

Nie byłabym jednak sobą, gdyby nie sprawdziła mojego wniosku u ekspertów publikujących na temat narcyzmu. Zwłaszcza, że moje wątpliwości budził jednak fakt, że ja jako czarna owca i kozioł ofiarny nigdy nie zaznałam miłości mojej matki, jednak moja siostra, złote dziecko, była hołubiona.

Czy narcyz kocha swoje dzieci?

Wynik moich poszukiwań nie jest jednak zaskakujący: eksperci, psychiatrzy, psychologowie potwierdzają, że narcystyczni rodzice nie potrafią kochać.

Miłość jest bardzo ważna w życiu człowieka, a dla dziecka ma fundamentalne znaczenie, ponieważ jest niczym niezbędny posag, które zabieramy w dorosłe życie.

Najnowsze badania wskazują, że narcyzi nie potrafią kochać nikogo, włącznie z własnymi dziećmi. Dziecko narcystycznego rodzica nigdy nie zazna jego miłości.

Narcyz ma zaburzone poczucie na temat własnego znaczenia, potrzebuje wiecznego podziwu. Brak mu empatii wobec innych ludzi. Co zaskakujące tak naprawdę jego samoocena jest bardzo krucha i podatna na najmniejszą krytykę. W takich warunkach nie ma miejsca na miłość, bo miłość mogłaby oznaczać zranienie i odrzucenie.

Nawet narodziny własnego dziecka tego nie zmienią.

W odróżnieniu od zdrowych rodziców, którzy instynktownie chronią dzieci i dbają o jego szczęśliwy rozwój, narcyz traktuje dziecko jako swoją własność, jak przedłużenie siebie.

Jeśli dziecko jest śliczne, mądre, słodkie – czyli generalnie wzbudza zachwyt otoczenia, dla narcyza dziecko będzie niczym trofeum.

Celem rodzicielstwa jest wychowanie szczęśliwego człowieka, który będzie się czuł godny miłości i ważny. Chcemy dać dziecku skrzydła, aby mogło kiedyś oddzielić się od nas i ruszyć na podbój świata. Staramy się jak możemy, aby zbudować w dziecku wiarę, że ten świat na niego czeka.

Wyobrażenia narcyza na temat rodzicielstwa skupiają się na tym, co dziecko może zrobić, aby on wyglądał dobrze, aby był jego trofeum, przedmiotem chwały i podziwu.

Przez parę lat niemal zamieniłam się miejscami z moją siostrą i to ja byłam złotym dzieckiem. To był czas, gdy pracowałam w dużym, znanym koncernie. Reklamy telewizyjne mojej firmy – które zresztą ja w ramach wykonywania obowiązków zawodowych kupowałam – moja matka odbierała jako osobisty hołd. Zarabiałam świetnie, przywoziłam furę prezentów, dawałam im pieniądze – nareszcie moja matka była zadowolona ze mnie.

Dziecko dorasta bez poczucia własnej wartości.

Moim ojcem był agresywny alkoholik, od którego matka odeszła, gdy miała parę lat. Wyjechałyśmy do innego miasta a matka związała się z moim obecnym ojczymem. Gdy miałam 8 lat urodziła się moja siostra i moja matka uznała, że ja jako „inwestycja” jestem stracona. Rozczarowałam ją, a moja siostra dawała jej jeszcze jakieś szanse na zwrot z inwestycji.

Dorastałam, jak wszystkie dzieci narcystycznych rodziców, bez poczucia własnej wartości, nie zastanawiałam się kim jestem, kim będę i czego mogę dokonać – bo wiedziałam, że jestem beznadziejna i podła. Na szczęście w końcu przemoc fizyczna obudziła mój bunt i zdołałam się wyrwać, jednak byłam jak alkoholik na głodzie, wiecznie spragniona jej miłości, zwłaszcza, że widziałam, jak bardzo się troszczy o moją siostrę.

Zdrowe granice

Człowiek od maleńkości potrzebuje przestrzeni osobistej i zdrowych granic. W domu narcystycznego rodzica nie istnieją takie luksusy. Narcystyczna matka czytała mój pamiętnik, przeszukiwała rzeczy, a gdy byłam starsza niemal „obwąchiwała” moje majtki, by już w wieku moich 16 lat móc mnie nazywać dziwką.

Sprawdź też:   6 TOKSYCZNYCH ZACHOWAŃ, o których myślisz, że są słodkie i urocze.

Jednym z najsmutniejszych moich wspomnień – co jest bardzo dziwne, bo mam wiele tragicznych i traumatycznych – jest fakt, że nie miałam prawa odmówić mojej młodszej siostrze trzymania jej nocą za rękę. Wyobraź sobie sytuację, gdy dwa tapczaniki są ustawione w literę L i stykają się głowami. Tapczaniki mają u wezgłowia wyższą niż tapczanik deskę. Taka deska oddzielała mnie od mojej siostry. A mimo to ona domagała się, abym jej dawała rękę i spała z nią w ten sposób. Gdy zabierałam, bo byłam już obolała,a deska gniotła mnie okropnie, wpadała moja matka i albo syczała jakieś groźby, albo je spełniała.

Tak więc nie miałam szans dowiedzieć się, co to są granice. Nic dziwnego, że w dorosłym życiu nie potrafiłam ich stawiać.

Dorastanie w takim domu pozbawia Cię prawdziwego dzieciństwa, możliwości odkrycia, co sprawia, że jesteś szczęśliwa. Spędzasz swoje rzekomo beztroskie lata na tym, aby zadowolić kogoś, kogo zadowolić się nie da. Kogoś, kto i tak uważa Cię za bezwartościową i niegodną.

Ale czujesz już instynktownie, że zadowolenie, choćby chwilowe, narcystycznego rodzica oznacza chwilę spokoju.

Część dzieci dorastając zaczyna kwestionować tę władzę rodzica. Zaczynają zadawać pytania, buntować się. Dla narcystycznego rodzica oznacza to zagrożenie – tracą poczucie władzy i kontroli, które potrzebne są im do życia. Dorastanie dziecka jest dla takiego rodzica bardzo niewygodne, tracą ulubione narzędzie.

Narcystyczny rodzic z jednej strony nie pozwala, aby jego dzieci były naprawdę dziećmi, a z drugiej strony nie pozwala im w pełni rozwinąć się i dorosnąć. Powinny być przy nich, gotowe spełniać obecne i przyszłe oczekiwania.

Córka swojej matki

Kiedy zrozumiałam, co tak naprawdę zrobiła mi moja matka – bo przez 31 lat miałam ją za anioła – przeraziłam się. Bałam się, że mogę być identyczna dla mojej córeczki, z którą akurat byłam w ciąży.

Tak się nie stało, obdarowałam moją córkę gigantyczną miłością, ale popełniłam wiele błędów. Nauczona, że istnieję tylko po to, aby zadowalać innych, zgubiłam po drodze siebie.

Dzieci narcystycznych rodziców, najczęściej są bardzo albo całkowicie empatyczne. W wielu przypadkach mówimy o zjawisku zwanym echoizmem – czyli czymś kompletnie odwrotnym od narcyzmu.

W przypadku narcystycznych rodziców również działa zasada „zero kontaktu”.

Często wierzymy, że jesteśmy im coś winni, a społeczeństwo obwinia dzieci zaniedbujące starszych rodziców. Nie możemy się dać w to wkręcić.

Narcystyczni rodzice również próbują hooveringu, udając miłość i troskę. Jeśli będąc dorosłym dzieckiem takiego rodzica nadal czujesz, że takie kontakty Ci nie służą – rób to, co dobre dla Ciebie.

Na szczęście jako dorośli ludzie mamy wpływ na to, kogo wpuszczamy do naszego życia.

Sam fakt, że z kimś łączą Cię więzy krwi nie oznacza, że masz tolerować w swoim życiu toksyczną osobę.

Jak mawiają w jednym z moich ulubionych seriali: rodzina nie kończy się i nie zaczyna na więzach krwi.

Zostawiając narcystycznego partnera, często zastanawiamy się, czy narcyz kocha swoje dzieci. Chcemy wierzyć, że tak, jednak prawda jest taka, że nie kocha ich teraz i nigdy nie kochał. Są dla niego jedynie źródłem tzw. narcystycznych zasobów / narcystycznej podaży (osiągnięcia, możliwość pochwalenia się, prestiż).

NOWOŚĆ – EBOOK

ABC NARCYZA – Indeks oficjalnej i potocznej terminologii przemocy narcystycznej

W ebooku znajdziesz opisy metod manipulacji narcystycznejschematy działania, taktyki i pułapki, jakie narcyz zastawia na swój cel. Znając jego metody, rozpoznając te wzorce, łatwiej je wyłapiesz i nie będziesz już taka bezbronna. Spojrzysz za zasłonę i poznasz tajemnice, które narcyz bardzo chce przed Tobą ukryć. Będziesz miała większe szanse, aby trzymać się swojej wersji wydarzeń i odmówić jego wersji rzeczywistości.

Dowiedz się więcej ->

One thought on “Czy narcyz kocha swoje dzieci? – oto jest pytanie.

  1. Mam bardzo podobne doświadczenia traumatyczne. Oboje narcystycznych rodziców. Straszna przemoc psychiczna. Wiele lat stanów lëkowych i lëków panicznych. Aż pojawił się mój wybawiciel. No i dupa. 14 lat wyniszczającego małżeństwa z narcyzem. Załamania nerwowe, lęki, depresja aż psychoza i wylą do Iwanie w psychiatryku z diagnozą PTSD. Po wyjściu bardzo źle wybrałam lekarza prowadzącego, poza moją wiedzą wpisała mi w kartę schizofrenię i dwa- trzy lata leczyła wszelkimi lekami na schizofrenia. Te lata byłam jak mumia. Totalnie wypłowiała, totalna pustka. Zaczëłam prace, wdałam się w romanse spragniona miłości też z narcystą i psychopatą aż w końcu wpadłam w alkoholizm. I to było moim wybawieniem. 6 tygodni odwyku, bo uzależniłam się od lorafenu, leku na uspokojenie, alkohol i lorafen równa się jak – odciëcie się od wszystkiego, dystans i terapia. Intuicyjnie wybrałam terapeutkę i to ona uświadomiła mi zaburzenie rodziców i zaburzenie tych wszystkich partnerów. Ona mi uwieżyła. A i na odwyku całkowicie odrzucono diagnozę schizofrenii! Do tej pory o wszystko obwiniała siebie. Dwa lata terapii grupowej pomogło mi zawalczyć z nałogiem alkoholowym i pozbierać się. W między czasie on wyprowadził się, a w październiku zeszłego roku wyjechał do Holandii. Mam alimenty zasądzone . Jedynie jeszcze rozwód. Ale wiem że nie będzie łatwo. Odbudowuje relacje z moimi dziećmi, zamiast draniowi całą miłość przelałam na siebie i na dzieci. Są za mną a ja za nimi. Zrobię wszystko żeby były szczęśliwe, mam nadzieję że przebaczą mi te wszystkie moje błëdy. Po 40 zaczynam życie od nowa. Taka moja historia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.