Szkoda, że o tym nie wiedziałam, ZANIM POZNAŁAM NARCYZA.

Stare przysłowie mówi „Mądry Polak po szkodzie”. Nie wiem, jak to się ma do całego narodu, ale fakt jest taki, że wiele osób, które weszły w związek z toksycznym partnerem, tak się właśnie czuje.

Zadałam moim czytelniczkom pytanie, co chciałyby wiedzieć, zanim zdecydowały się na taki związek. Oto niektóre odpowiedzi.

  • Jeśli coś Ci zgrzyta, zaufaj intuicji. Nie próbuj szukać wymówek, ani dowodów, że nie masz racji. Wierz sobie, a nie komuś, kogo dopiero poznałaś.
  • Jeśli coś wydaje się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwie – zapewne nie jest prawdziwe.
  • Tak samo szybko, jak zostałaś postawiona na piedestale, tak z niego spadniesz. Postawienie Cię na nim jest tymczasowe i ma za zadanie uzależnić Cię od tego uczucia. Potem zrobisz wszystko, aby znaleźć się na nim ponownie.
  • Czerwone flagi / ostrzeżenia / to nie mit. Bardzo dokładnie zapowiadają cierpienie, które nastąpi po fazie love bombingu.
  • Jeśli ktoś wyraża się bardzo negatywnie o innych, w tym o swoich byłych partnerkach – zapewne już niedługo będzie tak samo mówił o Tobie.
  • Nie licz na to, że kiedykolwiek zmienisz w nim to, co Ci się teraz nie podoba.
  • Jeśli jego poprzedni związek skończył się bardzo brzydko – Wasz prawdopodobnie zakończy się tak samo.
  • Nie obniżaj poprzeczki, myśląc, że nie zasługujesz na nic lepszego.
  • Wiara w jego wymówki, byle sprawić mu przyjemność, lub nie zdenerwować, to najlepszy sposób, aby Twoje potrzeby nigdy nie były ważne i spełnione.
  • Od toksycznego partnera można się uzależnić – i nawet jeśli będzie bardzo źle i będziesz bardzo nieszczęśliwa, nie odejdziesz. To nie jest tak, że jak coś „boli” to w naturalnym odruchu zostawiamy, porzucamy. Kobiety, równie mądre i inteligentne co Ty, latami cierpią i są krzywdzone i nie potrafią odejść. Nie licz na to, że Ty będziesz mądrzejsza i jak zrobi się gorąco to zwiejesz.

A co Ty dodałabyś do tej listy?

Więcej o związku z narcyzem w ebooku:

ABC NARCYZA – Indeks oficjalnej i potocznej terminologii przemocy narcystycznej 

W ebooku znajdziesz opisy metod manipulacji narcystycznejschematy działania, taktyki i pułapki, jakie narcyz zastawia na swój cel. Znając jego metody, rozpoznając te wzorce, łatwiej je wyłapiesz i nie będziesz już taka bezbronna. Spojrzysz za zasłonę i poznasz tajemnice, które narcyz bardzo chce przed Tobą ukryć. Będziesz miała większe szanse, aby trzymać się swojej wersji wydarzeń i odmówić jego wersji rzeczywistości.





Sprawdź też:   UWOLNIĆ SIĘ OD NARCYZA- 9 sygnałów, że naprawdę go zostawiłaś.

6 thoughts on “Szkoda, że o tym nie wiedziałam, ZANIM POZNAŁAM NARCYZA.

  1. Agata Butler. Dziękuję Ci za to wszystko, co napisałaś o narcyzach. Spotkałam takiego, zniszczyłam sobie życie, próbuję uwolnić się od niego i jego kłamstw o miłości. Nie miałam pojęcia, że tak mogę pomylić się co do człowieka. Spotkałam klasyka gatunku. Udając miłość do mnie poluje na kolejne kobiety. Mądre, wrażliwe. Ma wysokie stanowisko, jest wyjątkówo inteligenty. Chciałabym ostrzec inne kobiety……

      1. Rafal???mòj Nex Narcyz też jest Rafał .Istnne zło w całej swojej okazałości ..Potwòr w ludzkiej skórze , Diabeł rządny krwi .Poluje na ciągle nowe ofiary ..I tak do nieskończoności

      2. Rafał ???mòj Nex Narcyz też się tak nazywa .Czysty przypadek tego rodzaju . ,nieròb ,złodziej ,pasożyt ,hazardzista ,patologiczny kłamca itd ….Człowiek całkowicie pozbawiony empati, Manipulator .Nr 1.Diabeł wcielony pod postacią człowieka ..Bezlitosny wampir ,ktòry Wysysa ofiare z energi do cna do ostatku sił ….Wiem coś o tym i na samą myśl o nim na sam dźwięk jego imienia od razu mnie mdli ..Nie chciałabym go więcej spotkać na swojej drodze.Niech go pieklo pochlonie ..Żal mi następnych ofiar bo są to kobiety dobre o szlachetnym sercu..Inne nie wchodza w rachube .Szkoda bo powinien trafić na osobę dokładnie taką jak on .

      3. Widać pan szuka atencji….. mnie napisa,ze szkoda,ze mam chłopaka. A co do narcyza to byłam z takim Krystianem. To był narcyz pełna gęba ….

  2. Jestem mężatką od 26 lat, w związku z tym samym facetem od 28 lat, znamy się grubo ponad 30…
    Małżeństwo z klasycznej wpadki, a jestem przykładem ostatniego mini-pokolenia kobiet, które wychodziły za mąż, kiedy zaszły w niechcianą ciążę; 5 lat później już tak się nie działo. Byłam wówczas na 4-tym roku studiów, które mimo to ukończyłam z wyróżnieniem bez opóźnień. Zaszłam w ciążę w momencie, kiedy definitywnie zdecydowałam się zerwać z facetem, którego jestem żoną do dzisiaj (pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, super-narcystycznej matki tyrana, która mnie do dziś nienawidzi, o czym nieomieszkała mnie niejednokrotnie poinformować ) a mój mąż przez długi czas, jeszcze przed ślubem, ale i po, był (tak sądziłam) moim jedynym przyjacielem, który pomagał mi przeżyć gehennę domu rodzinnego).
    Próbuję go zatem jakoś sklasyfikować, gdyż ostatecznie jest narcyzem-manipulantem (ja już go rozgryzłam, niestety zajęło mi to dobre minimum 15-18 lat), ale nie mogę go raczej nazwać psychopatą, bo to w sumie prosty człowiek jest (egoista w najczystszej postaci, w maksymalnym stopniu skoncentrowany na sobie, wykorzystuje wszystkie moje zasoby – intelektualne i finansowe); od czasu jak go rozgryzłam i wytykam mu wszystkie jego próby manipulacji, to nie potrafi wymyśleć na mnie nowych sposobów… dlatego wyżywa się na naszym nastoletnim synu (obecnie 17 lat) wiedząc, ze to jest ostatni bastion, który mnie „rusza” i na który może mnie złapać. dziecko już niestety przejawia cechy osobowości zależnej… 🙁
    mój facet jest tzw. nierobem, niebieskim ptakiem bez własnych zainteresowań, bez konkretnego zawodu, uzależnionym emocjonalnie po dziś dzień od swoich rodziców, a zwłaszcza od matki (też toksycznej). Ja natomiast w tym związku pełnię rolę „gwaranta i zapewniacza” komfortowego życia, dużo ponad jego własny stan możliwości finansowych, społecznych i intelektualnych. Ja ten cały burdel z mojej pracy praktycznie utrzymuję (jestem niezależna finansowo…)
    Ja latami święcie wierzyłam, że go zmienię, że dając mu kaganek oświaty, moją kreatywność i wszechstronność, zarabiając pieniądze na nas – i za nas – oboje wyciągnę go z klasy robotniczej, przynajmniej na poziom „mieszczaństwa”… tymczasem przez te wszystkie lata to on mnie ciągnął w dół a ja, parafrazując, machałam rękami i traciłam moją energię jak tonący, żeby nie utonąć razem z nim w tej małomiasteczkowej bylejakości…
    Około roku 2012/2013 zrozumiałam, że wszystkie moje działania kompletnie nie przyniosły zamierzonego efektu, że go nie zmieniłam i nie zmienię ani na jotę. Ani na pół paznokcia. Starszy syn (ur. 1995 r.) kończył wówczas szkołę średnią. Młodszy był dopiero w czwartek klasie podstawówki. Świadomość, że jeszcze tyle lat muszę się męczyć z tym bluszczem oraz dodatkowo okoliczności zawodowe doprowadziły mnie na skraj całkowitego załamania psychicznego. Wylądowałam w psychiatryku we wrześniu 2013 r. na oddziale dla nerwicowców z depresją.
    Ale to był moment przełomowy. Po wyjściu ze szpitala najpierw skutecznie poukładałam swoje sprawy zawodowe, rozpoczęłam 2-letnią psychoterapię (mam teraz swoją całkiem nieźle funkcjonującą firmę), a później, od około 5 lat temu, zaczęłam powolny i mozolny proces odklejania się od „mojego osobistego” bluszcza.
    W między czasie syn starszy już ma swoją rodzinę (dziewczynę i dziecko), a młodszy kończy w tym roku 18 lat. Ta perspektywa napawa mnie optymizmem, bo bluszcz już nic nie będzie mógł NAM zrobić. Do tej pory każda moja próba rozmowy o rozwodzie i moim odejściu kończyła się fiaskiem, gdyż wykorzystywał mój najsłabszy punkt – tresował na moich oczach młodsze dziecko jak zwierzę. A ja się poddawałam bo nie mogłam na to patrzeć. Ale w między czasie syn już lada chwila będzie pełnoletni i obojgu nam będzie mógł mój bluszcz „naskoczyć” (przepraszam za kolokwializm) HAHAHA.
    Dlatego cwany bluszcz, który wie co się święci, zmienia taktykę. Szuka innych dróg. Jest ostatnio bardzo milutki dla syna, a w stosunku do mnie robi oczy kota ze Shreka. Ja natomiast przeżywam, od czasów wychodzenia z depresji (psychoterapia) z jednej strony proces mozolnego uniezależniania się od niego (wszystko, o czym u Was, przeczytałam, przeżyłam, większość już za mną) z drugiej…. Intensywny, coraz intensywniejszy rozwój duchowy z przeżyciami transcendentnymi włącznie (sic!). Dzieją się w moim umyśle, duszy, niesamowite rzeczy, do których ON nie dość, że nie aspiruje, to w ogóle nie ma dostępu!
    Im bardziej się od niego psychicznie i mentalnie uwalniam, tym bardziej staję się i jestem samotna. Część kontaktów sama świadomie odcięłam, inne się dziwnie wykruszają, chociaż nie wiem, dlaczego, a mi na nich zależy (bądź zależało). Na końcu drogi zostanę prawdopodobnie całkiem sama…
    To jest zastanawiające…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.