WYSOKOFUNKCJONUJĄCA DEPRESJA – chciałabym, aby ludzie zrozumieli…

wysokofunkcjonująca depresja

Wszędzie mówi się o depresji, a nadal ludzie wiedzą o niej niewiele. Wysokofunkcjonująca depresja trawi całe rzesze ludzi, a świat na zewnątrz tego nie widzi.

Wysokofunkcjonująca depresja nie tylko pozbawia mnie siły i radości, ale zabiera mi również prawo do zrozumienia ze strony otaczających mnie ludzi.

To jest tak cholernie trudne, gdy ludzie nie widzą, nie zauważają, przez co właśnie przechodzisz. Nie rozumieją, jak trudna jest walka z depresją, ale że nie ma w tym nic nienormalnego. To jak zmaganie z każdą inną chorobą. Tylko o tej nie możesz mówić.

Mówią, że nie wyglądasz, jakbyś miała depresję. Nie widzą i nie mogą poczuć Twojego bólu i cierpienia. Mówią Ci: to wszystko jest tylko w Twojej głowie, za dużo myślisz, za dużo kombinujesz. Coś tam sobie wymyśliłaś. Za bardzo się przejmujesz. Źle na to wszystko patrzysz. Dopatrujesz się czegoś, czego nie ma.

I jak im wytłumaczyć coś, czego wytłumaczyć się nie da. Zwłaszcza jeśli właśnie masz epizod depresyjny.

Nawet sobie nie wyobrażają, jak ciężko jest przechodzić przez dzień, tydzień, miesiąc – udając, że wszystko jest w porządku, kiedy tak naprawdę nie jest. Jak ciężko jest ukryć swoje uczucia, a ukryć je musisz, ponieważ nie zrozumieją, ponieważ będą Cię oceniać. I w końcu zaczną unikać.

Przez te wszystkie lata, od kiedy towarzyszy mi depresja, nikt poza psychiatrą nie potraktował mojego cierpienia na serio. Więc przestałam próbować tłumaczyć.

Chciałabym, aby ludzie zrozumieli:

  • Moje uczucia i to jak się czuję. Jak sobie radzę z moim bólem i że muszę go ciągle ukrywać – bo jeśli sobie pozwolę mówić, będę oceniana. Będzie mi wstyd, bo nie zrozumieją. Więc nie mówię. Bo mi wstyd, bo nie rozumieją, bo nie chcę nikogo wprowadzać w zakłopotanie. Ale to nie znaczy, że ból znika. Trzymam go szczelnie zamknięty.
  • Myślę o sobie dużo gorzej niż oni mogliby o mnie pomyśleć. Jestem swoim największym wrogiem i krytykiem. Jestem wobec siebie brutalna i okrutna w osądzaniu samej siebie. Bywają takie dni – i jest ich więcej – że uważam się za osobę bezwartościową. Nie daję sobie prawa do popełniania błędów, ale je popełniam i nie umiem sobie tego wybaczyć.
  • Chciałabym, aby zrozumieli, dlaczego czasem unikam ludzi. Przecież spędzanie czasu z przyjaciółmi to relaks. Nie rozumieją, że kontakt ze światem, innymi ludźmi, czasem sprawia, że czuję się niekomfortowo. Czasem wystarczy słowo, które dotknie i i uruchomi ciąg myśli, uczuć. Nie rozumieją, dlaczego czasem zachowanie ludzi mnie irytuje. Nie potrafią postawić się na moim miejscu, zobaczyć świat z mojej perspektywy.
  • W moim umyśle jest pełno negatywnych myśli i najgorszych scenariuszy. Bywają dni, że najchętniej nie wychodziłabym z domu, ale nie mogę. Bo praca, bo obowiązki. Więc zakładam maskę, otwieram drzwi i wychodzę. Więc udaję. Zachowuję się tak, jakby się nic nie stało, jakby wszystko było w porządku, a w mojej głowie słyszę szloch, wrzask, panikę i to napełnia mnie lękiem i bólem. Ale oni nic nie widzą. Widzą moją maskę i w nią wierzą. Tak świetnie udaję!
  • Jestem non stop wyczerpana. Budzę się rano i nie jestem ani trochę mniej wyczerpana niż gdy się kładłam. A czasem nawet bardziej. Nie rozumieją, jaki to koszmar, gdy mimo wszystko trzeba się ubrać i wyjść do pracy. Wszystko, co robię wymaga ode mnie gigantycznej ilości energii. Energii, której nie mam, już dawno wyczerpałam resztki zapasów. A są dni tak bardzo wyczerpujące emocjonalnie i psychicznie, że otwarcie oczu i oddychanie jest męczące. [Przeczytaj: 7 sygnałów, że jesteś wyczerpana psychicznie i emocjonalnie]
  • Jestem wyczerpana, ale najczęściej robię wszystko, aby być czymś zajęta. Inaczej uczucia i myśli mnie przytłoczą. Mój umysł pracuje ciągle na najwyższych obrotach. Już dawno przekroczyłam limit „nadmiernego myślenia” (overthinking). Moja głowa jest niczym multiplex, w jednej sekundzie wyświetlanych jest 20 różnych filmów. I nie są to komedie. Nie wyobrażają sobie jak ciężkie i męczące jest życie z tak zajętym umysłem.
  • Chciałabym, aby ludzie zrozumieli, dlaczego może się wydawać, że nic nie sprawia mi radości. Dlatego że bardzo często to prawda. Są dni, że nic nie zdoła sprawić, abym poczuła się choć trochę lepiej. Uśmiech jest czymś tak nieosiągalnym jak nauka latania. Wtedy wolałabym się schować, być sama, żeby nikt mnie w takim stanie nie widział. W takie dni bardzo często jestem na skraju, są naprawdę trudne do przejścia. A jednak wtedy najbardziej potrzebuję wsparcia, dotyku i przytulenia, najchętniej od ukochanej osoby.
Sprawdź też:   Zanim osądzisz, dowiedz się dlaczego ofiary przemocy wracają do oprawcy.

Ale nikt nie rozumie. Ludzie mówią „nie wyglądasz na….” jakby depresja była czymś w rodzaju wyrazu twarzy. Nie traktują poważnie Twojego koszmaru, bo gdybyś naprawdę tak się czuła, nie wstałabyś z łóżka. A Ty wstałaś. Więc, hej, nie jest tak źle.

Depresja ma tysiące ścieżek, którymi prowadzi swoich więźniów.

Czasem rzeczywiście przykuwa do łóżka i wtedy możemy liczyć na gest współczucia. Ale ta wysoko-funkcjonująca depresja robi z nas niemal oszustów. Jakbyśmy chcieli sobie przypisać cierpienie, o którym nie mamy pojęcia. Jakbyśmy chcieli coś ugrać na tym, że się podczepimy pod depresję!

Gdy my w środku staczamy największe bitwy i niejednokrotnie walczymy o życie, świat widzi tylko to, że „jakoś przecież dajemy radę”. Tymczasem wysokofunkcjonująca depresja jest równie prawdziwa i bolesna jak ta, która przykuwa do łóżka.

Chciałabym, żeby ludzie to wreszcie zrozumieli, że wysokofunkcjonująca depresja istnieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.