BOLESNE ROZSTANIE – czyli jak zrywa narcyz.

Narcyz to bardzo przebiegły manipulator. Jest pozbawiony współczucia i empatii, nic sobie z tego nie robi, że porzucając, złamie Ci serce.

Każde zerwanie jest przykre, coś się kończy, jakieś nadzieje, być może wspólne plany. Ale odejście narcyza jest najbardziej bolesne, właśnie ze względu na sposób, w jaki narcyz odchodzi od jednej ofiary do drugiej. Zostają po nim smutek, złość i zniszczenie.

Kampania oszczerstw, czyli obgadywanie

Obrzucanie obelgami, epitetami i mówienie kłamstw za plecami to standardowe posunięcie w trakcie porzucania. Zrobi wszystko, aby wyglądać na tego dobrego, który już po prostu „nie wytrzymał”. Oczerni Cię i pokaże jako osobę chorą psychicznie, szaloną i niestabilną emocjonalnie. Wszystko po to, aby zachować swój „idealny” wizerunek.

Porzucenie bez słowa i ignorowanie (ghosting)

Znudził się i chce się Ciebie pozbyć ze swojego życia. Zdecydował, że już nie chce z Tobą być i nagle znika. Jeśli spróbujesz się skontaktować – zignoruje Twoje telefony i wiadomości.

Wymiana na nowszy model

Narcyz porzuca swoją ofiarę najczęściej wtedy, kiedy ma już na oko kogoś nowego. Zastępstwo, które od tej pory przejmie obowiązki dostarczania mu zasobów.

Rzadko, jeśli w ogóle, się zdarza, żeby narcyz odchodził nie mając nikogo nowego na oku, ponieważ jest uzależniony od uwagi i potwierdzania swojej wspaniałości.

Przerzucenie winy za zerwanie

Jak już mówiliśmy, narcyz jest idealny i nie dopuści do tego, aby być postrzeganym jako ten „zły”, winny zerwania. Musi chronić swoje wątłe ego, dbać o wizerunek, dlatego całą winę przerzuci na Ciebie i oskarży Cię o wszystko, co sam zmalował.

Twoja miłość i oddanie jako broń przeciwko Tobie

Narcyz nie ma wątpliwości, że bardzo go kochasz. Użyje tej miłości i Twojej od niego zależności, żeby Tobą manipulować.

Sprawdź też:   ABC Narcyza - słownik ważnych zwrotów, definicji i określeń

Jeśli kiedykolwiek będzie chciał wrócić, wystarczy, że ponownie zwróci na Ciebie uwagę, zagra na Twoich uczuciach. Nie miej złudzeń, zrobi to tylko po to, aby porzucić ponownie.

Mało śmieszna zabawa w chowanego

Jest to jedna z bardziej popularnych i okrutnych technik osób z zaburzeniami. Na zmianę kocha Cię jak wariat, a następnego już dnia udaje, że nie istniejesz. Ta metoda uzależnia ofiarę, raniąc ją wyjątkowo dotkliwie.

Jego pomnik na Twoich zgliszczach

Narcyz wie, że go kochasz, że jest dla Ciebie ważny. Zerwie z Tobą, aby Cię zniszczyć, a dzięki temu on poczuje się silny, ważny.

Zapytasz, czy to możliwe? Czy te wszystkie scenariusze zerwania są prawdziwe? Tak, narcyz jest NAPRAWDĘ tak okrutny.

7 thoughts on “BOLESNE ROZSTANIE – czyli jak zrywa narcyz.

  1. Dzień dobry Pani. Przeczytałam chyba Pani wszystkie teksty o Narcyzie. Poświęciłam na to kilka godzin. Jak dotąd są to najlepsze teksty w tym temacie, jakie zdążyłam przeczytać, a proszę mi wierzyć, że przeczytałam ich od momentu rozstania z Narcyzem czyli od roku (31 lipca 2019) bardzo dużo. Nie tylko chcę się wyedukować na ten temat, ale powtarzając sobie i czytając wciąż na nowo o tym problemie wbijam sobie do głowy, że był to zły człowiek i nie warto tęsknić ani za nim, ani za chwilami z nim spędzonymi nawet jeśli były to wydawać by się mogło dobre chwile, bo one były kłamstwem, złudzeniem, nic dobrego w nich nie było. Zadaję sobie tylko takie pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć. Mam tą świadomość oczywiście, że to się mi wydarzyło na prawdę i trwało 11 lat, ale z drugiej strony (tu paradoks) ciężko mi w to uwierzyć. Dlaczego? Trudno mi jest uwierzyć w to zło, które tacy ludzie z osobowością narcystyczną wyrządzają innym specjalnie, celowo. Mnie by sumienie doprowadziło chyba do samobójstwa lub co najmniej do szaleństwa, gdybym celowo, z obrzydliwym cynizmem i wyrachowaniem czyniła ludziom takie spustoszenie w życiu, niszczyła ich, właściwie zabijała, bo to się może skończyć śmiercią ofiary Narcyza. Ohyda! Okropność! Potworność! Nie mogę w to uwierzyć!!!
    Męczyłam się z tym gnojem 11 lat. Odchodził chyba 10 razy w różnych odstępach czasu. A ja głupia nic nie podejrzewałam. Myślałam, że to są jakieś kryzysy życiowe. Sama go do siebie, do swojego mieszkania ściągałam. Błagałam o powrót.
    Tak, jestem z rodziny patologicznej: matka borderline i narcyz, ojciec narcyz jawny. Mój partner był Narcyzem Ukrytym-najgorszym rodzajem narcyza. Gdy sięgnę teraz, ale już świadomie, pamięcią w przeszłość, były oznaki nienormalności. Teraz to wiem i potrafię zidentyfikować narcyza w 10 minut. Wtedy czułam tylko podświadomie, że coś jest nie tak, ale byłam jak w letargu. Moja koleżanka, dobra kobieta posiadająca wszystkie pozytywne cechy jakie przyciągają narcyzów, ma teraz do czynienia z kolejnym, tym razem kochankiem, bo mąż narcyz wyniósł się z domu. Ona nie widzi, jest całkiem ślepa, nawet po tym jak wysłałam jej materiały o narcyzach i napomniałam po raz nie wiem który, żeby była ostrożna. Mówi, że nie ma czasu tego czytać i analizować. Opowiada mi strasznie naiwnie o swoich perypetiach z nowym kochankiem, że przegadali całą noc i to było tak fantastyczne, bo z mężem nigdy czegoś takiego nie przeżyła, że ją za wszystko ten kochanek przeprasza, że jest niezwykle dobry … Z politowaniem tego słuchałam, jak piszczy z zachwytu i sika po nogach z radości, że taki piękny, taki dobry, taki cacany! Może i nie jest narcyzem, ale ja bym była bardzo ostrożna, bo jeśli jest, to jest narcyzem ukrytym. Poleciłam tej mojej koleżance Pani teksty. Nie wiem, czy przeczyta, prawdopodobnie nie a jest niesamowicie mądrą, inteligentną, zaradną jak sam diabeł, po kilku kierunkach studiów i stołkach kierowniczych w różnych pracach kobietą. Niestety nie rozumie, że małżeństwo, a miała je dwa patologiczne, nie są synonimem mądrości i doświadczenia życiowego. W dodatku jest oporna na moje prośby. Nie wiem, może to hormony w niej buzują i nie dają dojść rozsądkowi do głosu. Jestem bezradna.
    Wiem, jak się zachowuje narcyz jawny: przechwałki, potrzebuje publiki do swych długich przemówień o sobie samym i swoich dokonaniach, co to nie on w głośnych monologach. Już na takiego niedawno natrafiłam z pewnego portalu randkowego. Po kilku telefonach i rozmowach zorientowałam się, z kim mam do czynienia. Wiem już też, jak zachowuje się narcyz ukryty i ten jest znacznie gorszy, bo jego trudniej wykryć, jest bardzo niebezpieczny, jak śmiertelny wirus atakujący nagle i bez ostrzeżenia. Po 11 latach z tą pijawką, z tym kleszczem, wiem już jak się taki człowiek zachowuje. Na szczęście pasożyt usunął się właściwie sam, śmieci się same wyniosły a to z tego powodu, że prawdopodobnie zastosowałam nieświadomie metodę szarego kamienia. Sama miałam dość jego zachowania i braku dążności w naszym “związku”. Przez 11 lat niczego wspólnego nie zaplanował ze mną, był jak lokator, płacił za czynsz, ale nic więcej. Nie mieliśmy wspólnych znajomych, na urlopy wyjeżdżał sam, na wszystkie weekendy wyjeżdżał z Warszawy do domu czyli tam gdzie mieszka jego rodzina na Lubelszczyźnie sam. Ja siedziałam w domu jak ta uwięziona Roszpunka na wieży. Ja inicjowałam wyjścia do Zoo, czy gdzieś na pizzę. Sprawił, że już po pewnym czasie nie prosiłam o to, zniechęcił mnie do siebie traktując na spacerach czy innych wyjściach jak kundla wsiowego, który się do niego przyczepił, goni za nim i szczypie go zębami po kostkach. Traktował mnie jak brudnego kundla a ja biegłam za nim jak wariatka, gdy on zostawiał mnie daleko za sobą w tyle. Słyszałam tylko ubliżające teksty typu: “Szybciej stara.” (byłam od niego 8 lat starsza). Gdy wychodziliśmy z domu lub spotykaliśmy się gdzieś na mieście a więc były to miejsca publiczne, zachowywał się tak, jakbym coś złego mu zrobiła i był na mnie zły i obrażony. Starał się mnie wtedy jak najwięcej bojkotować, ignorować, jakby dawał innym ludziom obcym do zrozumienia, że jestem w jego życiu persona non grata. Okazywał swoje niezadowolenie również dając mi czasami bardzo przykre reprymendy, łajał jak małe dziecko. Później nie omieszkałam zwrócić mu na to uwagi.
    Czułam się w tym związku coraz gorzej, opadałam z sił fizycznych, jakby ktoś ze mnie wyssał energię. Nie czułam się sobą. Przedrzeźniał mnie cały czas, bo skarżyłam się mu, że źle się czuję, że nie mam siły. Podpierałam się rękoma wszędzie, gdzie mogłam, bo nie miałam siły stać i coś robić. Zrobiłam się nerwowa, budziłam po kilka razy w nocy. Zachorowałam na PMDD (dysforyczne zaburzenia przedmiesiączkowe). To był koszmar.
    Byliśmy jak koledzy. Relacje miedzy nami były koleżeńskie a nie jak kogoś, z kimś się jest i planuje być już do końca życia. Nie wkładał wiele wysiłku w ten związek. Wychodził do pracy rano a przychodził koło 22.00. O przytulenie musiałam prosić. Miał wybuchy gniewu, lepiej go było nie krytykować. Rozmowy o moich potrzebach kończyły się niczym, bo mówił wtedy, że on ma dużo pracy, że teraz jest gorący okres w biurze (jest inżynierem konstruktorem po politechnice Lubelskiej), że on ma teraz dużo papierkowej roboty nie tylko w pracy, ale w ogóle. Potem mi powiedział (prawie pod koniec związku), a na to liczyłam, że zrobi, że uprawnień nie ma zamiaru zrobić. To by bardzo podniosło jego prestiż, zarabiał by więcej i żyło by nam się na reszcie lepiej. Może skłamał. Może zrobił teraz te uprawnienia. Dziś wiem, że od Narcyza niczego ofiara nie dostanie. Dostanie tylko tyle, na ile opłaca się to Narcyzowi. Widziałam po tylu latach, że więcej niż do pewnej granicy mi nic nie da. Tyle o ile dzielił się swoimi uczynkami czy rzeczami materialnymi, jedzeniem, aby podtrzymać znajomość, ale nic poza tym. Mówiłam mu potem, że się dziwnie zachowuje, raz jest dobry dla mnie i gładzi mnie po głowie a raz jest okropny i mnie poniża. Identycznie jak w tej historii Dr Jekyll i Mr Hyde. Byłam zdezorientowana, bo nie rozumiałam sytuacji. Umiał odwrócić kota ogonem. Mówiłam mu, że jest w tym mistrzem nad mistrzami. Ale dopiero po przeczytaniu takich tekstów jak ten Pani, dowiedziałam się, co to jest to przerzucanie własnych złych czynów i wad na kogoś innego. Ostatni esemes, jakim mnie uraczył, był tej treści: “Byłaś ze mną tylko z powodu pieniędzy.” To co on napisał w esemesie, było oczywiście wierutną, nielogiczną bzdurą, kupy się nie trzymało, ponieważ on-biedny chłopak spod Lublina, dziecko chłopki i robotnika, z rodziny w której się nigdy nie przelewało ani on sam nie zrobił, gdy był ze mną, oszałamiającej kariery, jak mógł powiedzieć, że byłam dla niego dla pieniędzy skoro zarabiał na pieprz do gówna?? I wtedy zrozumiałam: te wszystkie samochody i inne rzeczy, remont tego swojego domu rodzinnego … to wszystko właściwie z oszczędności na mojej osobie. Można powiedzieć, że mieszkając ze mną mocno sobie zaoszczędził. Wszystkie te pieniądze inwestował w siebie, nic w naszą wspólną przyszłość.
    Podkreślę jeszcze, że był to bardzo ale to bardzo inteligentny człowiek, świetny obserwator, dobry psycholog. Bardzo sprytny, ale nie za nadto niestety, bo mnie tak całkowicie wykiwać nie mógł. Mówił czasem, że mam “charakterek”. Ten, jak to on nazwał, “charakterek” uratował mi prawdopodobnie życie, bo nie dałam sobie całkowicie wejść na głowę. Buntowałam się, sprzeciwiałam jego złym uczynkom a kiedy to robiłam zawsze dostawałam cios zemsty. Musiał się zawsze zemścić. Nie omieszkałam mu to powiedzieć oczywiście. Jestem na szczęście osobą bardzo asertywną. Wpadłam w tą pułapkę, bo wyszłam z domu patologicznego, potrzebowałam kogoś, kto by mnie kochał. Narcyzi wykorzystują dla siebie takie sytuacje.
    Teraz we wrześniu kończę 4 dyszki z kawałeczkiem i jestem rozmontowana. Od roku staję na nogi. Musiałam jednak pomóc sobie antydepresantem, bo zdiagnozowałam u siebie syndrom stresu pourazowego. Mam również nerwice, między innymi nerwicę natręctw. Dorobiłam się jej za czasów panowania tego narcystycznego potwora. Nie czuję się najlepiej. Czasem płaczę i czuję, że jestem w dołku. Pytam ciągle, czemu mnie to spotkało, chociaż odpowiedź dobrze znam. Jestem potwornie poobijana. Mam jednak szczęście w tym całym nieszczęściu, że nie łączyło mnie z tym suczym synem ani małżeństwo, ani dzieci, ani wspólny majątek. Będę długo dochodzić do siebie, ale wiem, bo mam przecież “charakterek”, że jestem coś warta i zawsze miałam to poczucie w sobie. Brakowało mi tylko życzliwego człowieka obok mnie, no i chciałam z kimś być, kogoś kochać i być kochaną.
    Dziękuję za te Pani wszystkie teksty. Należy czytać takie teksty, jakie Pani pisze i się edukować. Wiedza może nam uratować życie-dosłownie. Pozdrawiam. Joanna W. z Warszawy.

    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa i Pani historię. To prawda, trudno uwierzyć, że ktoś może być zdolny do takiego okrucieństwa. Szczególnie, gdy się jest osobą empatyczną – takie zachowania nie mieszczą nam się w głowie.
      Bardzo mi przykro, że tak Pani ucierpiała, trzymam kciuki, żeby terapia i leczenie przynosiły efekty.
      Proszę się odzywać, za jakiś czas startujemy z nową stroną, zaprosimy do jej tworzenia wiele osób, aby prowadziły blogi i dzieliły się wiedzą i doświadczeniem. Jeśli będzie Pani miała ochotę wziąć w tym udział – zapraszam.
      Pozdrawiam serdecznie, Agata

      1. Ja tez chetnie wezme udział, 25 lat z narcyzem. 3 lata po rozstaniu, rok po rozwodzie i dalej dałam sie wciągać w gry i nawet sex. Dopiero w czerwcu natrafiłam na to ze jest to narcyz. 25 lat za poźno. Zniszczył synów a w domu jeszcze 3 letnia córka która manipuluje. A ja próbuje w końcu wyjść z tego

    2. Cześć Joanna, czy można się z Tobą prywatnie skontaktować? Bardzo mnie zainteresowała Twoja wypowiedź ponieważ ja też jestem po związku z narcyzem i wychowałam się w podobnej rodzinie do Twojej. Mój ex narcyz podobnie jeździł sam na wakacje, nie robił nic w kierunku wspólnej przyszłości, jedynie planował zawsze dla siebie i swojej rodziny. Jak masz ochotę to napisz do mnie na maila rowerzystkaa@gmail.com
      Pozdrawiam

  2. Rozstanie z narcyzem… niestety bardzo bolesne. Z dnia n adzień, w sumie to z minuty na minutę bo jeszcze wspólne plany na wieczorną imprezę ze znajomymi mieliśmy. Po nagłym wybuchu złości z jego strony – koniec . Szok, niedowierzanie o co tak na prawdę poszło. 4 dni później wysłany przeze mnie sms – z nadzieją, że sie uspokoił i zrozumiał co zrobił. I tu zaskoczenie! A gdzież przemyślał. Sms jeszcze z pretensją po co wogóle piszę. Po 5-ciu latach nawet rozmowy w oczy. Nic.
    Odczekałam jeszcze chwilę i się odezwałam znów smsem. Tym razem poświęcił mi “z szacunku” 22 minuty telefonicznie. Okazuje się, że nie jest stworzony do stałego związku, już za długo, już mu się nudziło… żadnych oznak, subtelnych sygnałów nie było. Sam z siebie nie zrobił nic żeby obudzić iskrę, której mu brakowało.
    Od miesiąca próbuję się pozbierać po tym wszystkim, a on już ponoć po portalu randkowym zdążył poszaleć. Uzależnił mnie od siebie całkowicie, starałam się jak mogłam w każdej możliwej kwestii, a teraz czuję się jakby to była moja wina bo nie dostrzegłam, nie zauważyłam czegoś.
    Zgotował mi brak snu, “dietę” bo organizm nawet nie przyswaja jedzenia. Czy uda mi się z tego wyjść? Nie wiem… narazie brak chęci, motywacji i poczucie beznadziei blokują wszystko

  3. Bardzo dobry blog. Idealnie opisane sytuacje związane z narcystyczna przemocą ..psychiczną i emocjonalną. Każdy tekst napisany tak, jak ja to opisywałam i odczuwałam, a zajmuje się zglebianiem tematu narcyzmu i psychopatii od 2010 r. Mimo dużej wiedzy i świadomości nie uchroniło mnie to przed relacja z narcyzem i skończyłam z syndromem stresu pourazowego. Ma to podłoże w relacji z mamą narcystyczna , dla której zawsze byłam własnością i tresowanym pieskiem , który spełnia każda jej zachciankę i się dostraja do jej nastrojów. Robiłam to, by otrzymać ochłapy miłości warunkowej . Nie mogłam nigdy spontanicznie wyrazic siebie, byłam niewidzialna. W dorosłym życiu przyciągałam tylko narcyzów i psychopatów jako osoba empatyczna. Mimo terapii nie jestem w stanie się odnaleźć w tak zwanej zdrowej relacji bez high’u emocjonalnego. Czuję się w tym martwa , bo nie jest to odtwarzanie emocjonalnego klimatu dzieciństwa .. to co zdrowe jest dla mnie chore…. Bo jest jeszcze we mnie tyle nieuleczonych ran. cieszę się , że tu trafilam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *