REPARENTING – czym jest i kto go potrzebuje?

Dzieciństwo to moment, kiedy uczymy się między innymi, jak przetwarzać emocje, jak tworzyć relacje, jak budować i utrzymywać granice.

W idealnym świecie rodzice to dwoje spełnionych ludzi, którzy dostrzegają i słyszą dzieci dokładnie takimi, jakie są, doceniając i wspierając ich indywidualność.

W prawdziwym życiu jednak na świat sprowadzają nas nieświadomi i często zagubieni rodzice. Powtarzają te same nawyki i wzorce, których sami nauczyli się od swoich rodziców.

Wchodzimy w życie, mając problemy z komunikacją, destrukcyjne nawyki , problemy z tożsamością i generalnie fatalne poczucie własnej wartości.

Te problemy u każdego objawiają się inaczej, ale mają jeden wspólny mianownik: uwarunkowane zachowanie, mające źródło w dzieciństwie.

Większość osób, będąc lojalnymi wobec rodziców, ma tendencję do obrony swoich doświadczeń z dzieciństwa . W ten sposób tracą wyjątkową okazję do wyleczenia i świadomego wyboru innego zachowania.

Taki proces nazywa się reparentingiem – czyli ponownym rodzicielstwem.

Reparenting to dawanie sobie tego, czego nie otrzymaliśmy jako dziecko.

Moje dzieciństwo

Moje dzieciństwo dzieli się niejako na dwa etapy – przed i po pojawieniu się mojej o 8 lat młodszej siostry.

Mój ojciec był miłością mojej matki, jej szansą na wyrwanie się z domu, ale jednocześnie – jako agresywny alkoholik – stał się jej koszmarem. Oddając mnie na wychowanie babci, ruszyła do szkoły z internatem, aby zdobyć zawód i wraz ze mną uciec.

Zaczęło się to jak wzruszająca historia, skończyło – zupełnie nieoczekiwanie.

Wydawałoby się, że kobieta uciekająca wraz z dzieckiem od przemocowego męża, będzie się starała wynagrodzić temu dziecku przeżytą traumę i dać tyle miłości, aby uleczyć ze wspomnień ojca bijącego matkę.

Niestety wraz z poznaniem mojego ojczyma i narodzinami siostry, stałam się dla matki jedynie chodzącym przypomnieniem o życiu, jakie zostawiła. Zarówno we własnym domu rodzinnym, jak i koszmarze małżeństwa.

Nie wiem, czy wcześniej przejawiała zaburzenia narcystyczne, ale nasza nowa rodzina funkcjonowała według typowego schematu: narcyz, kozioł ofiarny (czyli ja), złote dziecko (czyli moja siostra) oraz latające małpy – w tym mój ojczym (o rolach w narcystycznej rodzinie piszę więcej w ebooku “ABC Narcyza”).

Moje dzieciństwo przebiegało pod znakiem przemocy fizycznej, emocjonalnej, manipulacji, szantaży emocjonalnych – teatralnych „prób” samobójczych matki, mojej nieudanej próby.

Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to z moją matką coś jest nie tak.

Utrzymywałam jej idealny obraz we własnej głowie i w rozmowach z rówieśnikami. Byłam przekonana, że to ze mną jest nie tak. Że matka ma racje – jestem zła, podła, jestem taka sama jak mój ojciec (który jak wspomniałam, dość kreatywnie ją maltretował, również w mojej obecności).

Rosłam z jednej strony odważna, ciekawa, pyskata, interesująca, utalentowana – a z drugiej z tak totalnie zerowym poczuciem własnej wartości, że nie opuszczał mnie lęk „a co jeśli ludzie, którzy mnie lubią / cenią, w końcu przejrzą na oczy i zobaczą, jaka jestem naprawdę?”.

I mimo że wyrwałam się w końcu do stolicy, mimo kariery i śmietanki towarzyskiej, w jakiej się obracałam – to przekonanie, że jestem oszustem mnie nie opuszczało. Pieniądze, naprawdę duże pieniądze, przelatywały mi przez palce – bo pod skórą czułam, że na nie nie zasługuję, że zarobiłam je „oszukując” pracodawcę.

Na terapii zrozumiałam, że to, co zrobiła mi moja matka, było złe.

Dowiedziałam się również, że cierpię na tzw. brak integracji emocjonalnej – zespół niezaspokojenia emocjonalnego. W skrócie, pozostajemy na tym etapie emocjonalnym, na jakim po raz ostatni czuliśmy się kochani. Ja utknęłam gdzieś w wieku 8 – 9 lat. I to dlatego, póki „dorosłe” problemy dotyczyły mnie, umiałam to ukryć pod odwagą, hardością, poczuciem humoru i ogólnie moim urokiem osobistym.

Gdy zostałam matką, a ojciec mojej córki okazał się przemocowym narcyzem – mój brak umiejętności zachowania się jak dorosła osoba, nadrabiałam uporem, umiejętnością pisania i mówienia, odwagą i gigantyczną miłością do córki. Grałam, udawałam dorosłą tak, jak tylko potrafiłam.

Z czasem problemów – w tym finansowych – przybywało, pojawiały się nowe traumy, jak wypadek mojej córki, potem jej problemy emocjonalne – to wszystko mnie przytłoczyło. Czułam się samotna i totalnie nie wiedziałam, co powinnam zrobić.

Wiele lat żyłam w stanie permanentnego stresu i tzw. uśmiechającej się depresji.

Sprawdź też:   Nieoczekiwany zwrot akcji, czyli jak narcyz gra ofiarę.

Odkrycie repartentingu było dla mnie przełomem.

A najwspanialsze jest w nim to, że każdy może rozpocząć proces ponownego rodzicielstwa. Reparenting wymaga jednak czasu, zaangażowania i cierpliwości.

W reparentingu bardzo ważne są: dyscyplina, radość i dbanie o siebie.

Zależnie od tego, jak przebiegało nasze dzieciństwo i jakie są nasze doświadczenia, co innego może nam sprawiać trudność.

Ja w zasadzie miałam trudność ze wszystkim – jeśli chodzi o dyscyplinę, buntowałam się przeciwko niej. Bardzo długo w życiu dorosłym nie cierpiałam soboty, ponieważ kojarzyła mi się z całodziennym sprzątaniem całego domu. Nie uczono mnie sensu codziennych obowiązków, wartości, wynikającej z pracy, ale właśnie dyscyplinowano.

Podobnie sprawa miała się z radością, zabawą i kreatywnością.

W domu, jako dziecko, nie doświadczyłam tego. Pamiętam, że podczas jednej z kolejnych terapii, opowiadałam jak jest mi ciężko, gdy kończy się dzień pracy i powinnam się bawić z moją córeczką – która kochała zabawy ze mną. To był dla mnie wręcz fizyczny ból. Nie tylko nudziłam się bawiąc, ale po prostu bolało mnie wszystko.

Terapeutka zrobiła ludziki z chusteczek higienicznych i zaproponowała, abyśmy pobawiły się w teatrzyk. Najpierw próbowałam to „obśmiać”, potem przerywałam dosłownie po sekundzie, a na koniec się popłakałam.

Zabawa i radość to coś, co pozwala nam poznać siebie, swoje pasje, zainteresowania – ja mogłam tego dokonać będąc już naprawdę dojrzałą kobietą. A wiem, że pasji i talentów było we mnie wiele. Byłam tzw. uzdolnionym dzieckiem – teraz to wiem. Niestety dokonano na mnie psychologicznego morderstwa.

Dbanie o siebie to również moja pięta achillesowa.

Moje potrzeby nigdy nie były ważne, więc stawianie ich na pierwszym miejscu było dla mnie ogromnym wyzwaniem.

I w sumie to jest bardzo przewrotne, ponieważ właśnie nie dla siebie, a dla mojej córki, chciałam uleczyć moje dzieciństwo, aby zdążyć być dla niej nie tylko dobrą, ale mądrą i mądrze wspierającą matką. A to wymagało zadbania o siebie.

Dyscyplina, radość i dbanie o siebie to dopiero początek wspaniałego procesu, jakim jest reparenting.

Jak ćwiczyć te 3 umiejętności?

Dyscyplina

Codziennie dotrzymuj sobie jednej małej obietnicy. To może być naprawdę drobiazg, ale nawet ten drobiazg będzie sukcesem w treningu dyscypliny.

Np. obiecaj sobie, że będziesz wstawać 10 minut wcześniej, aby zjeść śniadanie, albo 10 minut wcześniej pójdziesz spać.

Twoja obietnica może dotyczyć czegokolwiek, ważne, aby nie wymagała od Ciebie więcej niż 10 minut.

Dbanie o siebie

Kiedy tylko sobie przypomnisz, zadaj sobie pytanie „co mogę teraz dla siebie zrobić”. I zrób to.

W dzieciństwie nie otrzymywaliśmy tego, czego potrzebowaliśmy.

Zadawaj sobie to pytanie również (a może przede wszystkim) wtedy, gdy targają Tobą silne emocje. Być może na początku będziesz się czuła niepewnie, ale wtedy zadawaj pytania, aż dotrzesz do właściwej odpowiedzi. Kąpiel? Kakao? A może potrzebujesz dać sobie chwilę na wypłakanie się?

Radość

Świętuj, co się da. Tańcz, kiedy się da. Szukaj różnych form kreatywnego wyrażania siebie. Dawaj sobie więcej takich czynności, które sprawiają Ci radość.

Reparenting to jest proces, to nie jest jednorazowe ćwiczenie z natychmiastowymi efektami. To jak dbanie o dziecko – bo tym właśnie dla siebie mamy się stać. Mamy dać temu zranionemu dziecku w nas dzieciństwo, którego nigdy nie miało, a na które zasługuje.

EBOOK

ABC NARCYZA – Indeks oficjalnej i potocznej terminologii przemocy narcystycznej

W ebooku znajdziesz opisy metod manipulacji narcystycznejschematy działania, taktyki i pułapki, jakie narcyz zastawia na swój cel. Znając jego metody, rozpoznając te wzorce, łatwiej je wyłapiesz i nie będziesz już taka bezbronna. Spojrzysz za zasłonę i poznasz tajemnice, które narcyz bardzo chce przed Tobą ukryć. Będziesz miała większe szanse, aby trzymać się swojej wersji wydarzeń i odmówić jego wersji rzeczywistości.

Dowiedz się więcej ->

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.