WASZE HISTORIE – „Miłość według narcyza”

Witajcie, chciałabym podzielić się z Wami moją historią i zyskać niezależne opinie, chciałabym też pozostać anonimowa z wiadomych względów.

Mieszkam za granicą. Przeprowadziłam sie 15 lat temu ze swoim exem. Znaleźliśmy pracę, paczkę przyjaciół, imprezy razem, wyjazdy na domki. Wśród tych ludzi była parka. Dziewczyna stała się moją przyjaciółką, jej faceta poznałam po jakimś czasie i to było coś jak uderzenie pioruna.

Pomyślałam jezuuu dlaczego to nie może być mój mężczyzna?

Zaradny, pomocny, zabawowy, zorganizowany, z cudownym podejściem do kobiety, genialny w łóżku i do tego na litość boską romantyk! No spełnienie marzeń.

On jak się później okazało po poznaniu mnie też miał coś jakby uderzenie błyskawicy. Tyle, że oboje byliśmy w związkach, więc żadne z nas niczego nie zrobiło, byliśmy wszyscy ot tak przyjaciółmi. Po 10 latach się rozstałam ze swoim ex, on tj. mój obecny Adam trochę wcześniej ze swoją narzeczoną.

No i chyba 2 miesiące po rozstaniu dostaje wiadomość czy miałabym ochotę na kawę. No ok dlaczego nie. Poszliśmy. Po kilku randkach dałam mu klucze! Kretynka no! Pracowałam do późna, on czekał pod klatką w deszczu- no nie chciałam żeby marzł i mókł.

Podczas randek baaardzo dużo rozmawialiśmy o wszystkim, on mi opowiedział wszystko o sobie…

Odtrącony po rozwodzie przez rodziców, ojciec go zostawił i wyjechał, po samobójstwie siostry, od matki usłyszał, że lepiej żeby to on tam leżał… niekochany, wychowujący się można powiedzieć na podwórku z kolegami, na ławkach.. do tego uzależnienie od narkotyków, chroniczna depresja, kontakty z dilerami, mafiosami nie żartuje- to co tu opisuje baaardzo po łebkach z resztą to ja o różnych takich „rzeczach” czytałam w gazetach i oglądałam w wiadomościach… częste picie… no cyrk po prostu.

Ale jak prosiłam i namawiałam na terapię bo sam sobie nie poradzi skoro nie zrobił tego do tej pory, to po pierwsze na terapie nadawałam się ja a po drugie on myślał, że może na mnie liczyć i że moja miłość go uleczy, sklei wszystko co jest roztrzaskane w jego sercu. I ja głupia na prawdę myślałam, że tak! Tak, dam rade mu pomóc i go uleczyć! Boże! Widzisz, czytasz i nie grzmisz…

No więc on mi o tym wszystkim opowiadał a ja siedziałam i gapiłam na niego jak sroka w gnat. Nagadał mi ze jesteśmy dla siebie stworzeni, ze on to przemyślał- oj przemyślał przemyślał, lepiej niż można to sobie wyobrazić… że wie że tylko ja ja i ja.

Pochodzę z normalnego, kochającego dobrego domu, pomimo bycia DDA..tata trochę nadużywał, ale nigdy burd w domu nie robił.

Jestem pewna siebie, wygadana, wiem czego chce, nie poddaje się, wiem kiedy mam rację ale jednocześnie potrafię sie przyznać do błędu, znam siebie a przynajmniej tak było.. albo tak mi się wydawało. A to co czego się dowiadywałam o nim i jego rodzinie to włos mi się na głowie jeżył.

Pewnie znacie 50 twarzy greya?… tutaj mam coś podobnego tylko nazwałabym to 50 twarzy narcyza/psychopaty.

Raz chodzący ideał a za kolejnym bezwzględny zapatrzony w siebie kretyn z ego do samego nieba, chodząca alfa i omega. Jak się poznaliśmy to był istny love boombing.. jaka to ja cudowna- niczym woda z Lichenia, idealna, opiekuńcza, no ideał bez wad.

Po roku w sylwestra dowiedziałam się jednak, że jestem rozwydrzona, nierozgarnięta, uparta, podobna do swojej Matki – jakby to była wielka wada, muszę mieć ostatnie słowo, lubię rządzić i wg jak mi coś nie pasuje to dostosowuje świat do siebie a nie siebie do świata… tak to prawda, ale to właśnie dlatego, że wiem kim jestem, czego chcę i nie pozwalam włazić sobie na głowę.

Tak przynajmniej było.

Sylwestra przepłakałam.

To był pierwszy tego typu rollercoster, później przez kolejne lata była i jest przeplatanka… fajnie, dobrze, romantycznie i zaraz dół i depresja u niego, dobijanie mnie bo przecież to wszystko to moja wina, mojego sukowatego charakteru.

Do tego zioło codziennie od lat, to on pokazał mi pierwszy raz jak zapalić i teraz jest ciężko przestać. Mam tego dosyć zupełnie, czuje się czasami martwa w środku, nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam tak zupełnie po prostu szczęśliwa. Z roku na rok jest coraz gorzej.

W zeszłe święta podczas napadu szału- bo zwróciłam uwagę na picie od rana – zdemolował pół mojego mieszkania i z łapami wystartował do mnie i do psa, przyduszanie i darcie się centralnie do ucha czy jeszcze mi mało… byłam w histerii, policja wzięła mnie na obdukcje, on miał miesięczny zakaz zbliżania się, ale oczywiście po tym czasie tak mnie zmanipulował, tak mi nagadał ze to przeze mnie on stracił kontrole nad sobą ze jeszcze ja go przepraszałam i prosiłam żeby wrócił do domu!

Rozumiecie to? Wyobrażacie to sobie?

No przecież to żałosne no! Do mojego mieszkania też rości sobie prawa, bo on jest Panem domu. Przyszedł do mnie z niczym, dosłownie a teraz wszystko jest w połowie jego! Krew mnie zalewa na swoją denną głupotę!

Długów mam przez niego, straciłam pracę bo co było lepiej to odwalał manianę a ja spać nie mogłam, wymiotowałam ze stresu i nie byłam w stanie pracować. Teraz jakby trwam w zawieszeniu, nie wierzę w nic, słucham wszystkiego co mówi chyba uważniej niż w szkole, obserwuje, myślę, układam w głowie… ile tak można?

Zaufałam mu, oddałam mu resztę swojego złamanego serca, spłacałam jego długi, zaprosiłam go do swojego domu. W akcie złości i gdy był pod wpływem nie tylko alko z jego ust usłyszałam coś o grubej świni.. o tym że mam sobie sama poradzić- jak wiatr wyrwał mi drzwi auta z ręki np i musiałam szybko zapłacić dużą kwotę pieniędzy, o tym że on chce tylko mojego hajsu..

W ogóle to wszystko to jest czubek góry lodowej.

Jak on chce czegoś ode mnie a chce zawsze i zazwyczaj jest to moja karta to jest słodki jak miód i tyle razy ile sobie mówiłam że to ostatni raz, że więcej się nie dam nabrać- i często nic z tego nie wychodzi.

Żal mi siebie, żal mi tego do czego dopuściłam, że tak dałam się wykorzystać. I jego też mi żal. Kiedyś na któreś święta moi bliscy usłyszeli jak rozmawiał ze swoim kuzynem, że jeszcze trochę a owinie mnie sobie wokół palca, tak że w żadnych sprawach nie będę miała nic do gadania. Wtedy jak się dowiedziałam nic mu nie powiedziałam, ale od tamtej chwili moje zaufanie do niego zniknęło bezpowrotnie.

Okłamywał mnie wielokrotnie, nawet jak miałam dowód w ręku to odwracał kota ogonem że to co widzę to wg co innego, to nie jego i wg o co mi qwa chodzi… usłyszałam też że w razie sprawy on tak wszystko poprowadzi, że to ja wyjdę na rozhisteryzowaną kretynkę a on na ogarniętego, uśmiechniętego człowieka nierozumiejącego o co wg chodzi… tak już go znając wiem że tak by zrobił a ja.. cóż emocji mam aż nadto.

To co napisałam wyżej to istotnie czubek góry lodowej. Podobnych sytuacji było i jest sporo. Zaczęłam kupować i czytać książki psychologiczne, artykuły, żeby wiedzieć i się nie dać. Zaczęłam oglądać filmy o tematyce psycho…Jak to widzi to staje się dziwnie niespokojny, rozdrażniony, zirytowany. Intuicyjnie czuję, że chodzi o to że nie jest zadowolony że ja się edukuję w tej kwestii.. że drażni go że mogę już wiedzieć co on może kombinować i jakie taktyki przyjmować.

Tak jak to było wczoraj oglądałam serial psychologiczny na netflixie „Ty” dobry i pokazujący motywy działania psychopaty.

Przychodził co chwila, zerkał okiem, podnosił brew i miał taki dziwny wyraz twarzy aż w końcu z widoczną złością powiedział „qwa długo ty to jeszcze będziesz oglądać?!” A ja mu na to: ” nie tak to inaczej…” a chodziło mi o to że jeśli rzeczywiście kłótniami i prośbami niczego nie wskóram to się wyedukuje, dowiem się, nauczę i będę wiedziała. Sama.

I zrobię to jawnie, żeby wiedział że mam dość i szukam. Na co on do mnie ze znaczącym spojrzeniem: „ale to nie moja wina” a z kolei jemu chodziło o to że jego sytuacji i tego jak się zachowuje, tego jaki jest, są winni rodzice, ok tak ale on jest już dorosły i „winy” czy rozwiązań w tym momencie powinien poszukać w sobie. Najwidoczniej irytacja sięgnęła zenitu, prawda w oczy kole.

Jesteśmy razem 7 lat, ślub w 2018.

Ma też dobre strony, to on mnie zmotywował żeby odejść ze starej pracy i znaleźć lepszą, on mnie zmotywował do nauki języka obcego, rozszerzył trochę mój światopogląd, uświadomił kilka rzeczy. Zastanawiam się.. mówi się że kobieta jest odzwierciedleniem mężczyzny, że masz taką kobietę jakim jesteś mężczyzną… jeśli tak jest to nie najlepiej to świadczy też o mnie i boli mnie ten fakt.

A wczoraj jeszcze już jakiś czas po naszej dyskusji a propos tego serialu zaczął swój spektakl pt jak to ja jestem nieszczęśliwy. Puścił mi piosenkę, z którą się utożsamia, opowiadającą o tym jak to kobieca miłość sklei wszystko. Rozpłakał się oczywiście.

I jak ja to mam potraktować? Wiem co przeżył, wiem że mu ciężko, ale skąd ja mam teraz wiedzieć czy to na prawdę czy to jest znowu ukryta manipulacja żeby mnie zmiękczyć? Męczą mnie już te akcje i szczerze robię się zła i zirytowana za takie spektakle. Kiedyś współczułam, pocieszałam, płakałam razem z nim. Teraz już nie potrafię.

Sprawdź też:   Poczucie wyższości, czyli 6 rzeczy, których Narcyz nigdy nie zrobi.

Na początku związku przelewał mi całą swoją wypłatę, stwierdził, że tak mu pasuje.

Tyle, że paliliśmy codziennie i wszystkie pieniądze szły na zielone. Tak było kilka lat. Po czasie on do mnie z pretensjami że ja mu żaluje pieniedzy, że nie chce dawać, że nie ma no przecież Ty gospodarowałaś… Z czego dasz? Z pustego konta? Od tamtego momentu przez jakiś czas nie wysyłał mi nic, jakby to powiedzieć mieszkał i żył za free, codziennie w domu z buchem i piwkiem, kiedy ja byłam w pracy.

Raz pracował a raz nie pracował bo nic mu nie odpowiadało, trochę popracował, coś było nie tak i zostawał zwalniany i na bezrobocie. I tak w koło. Jak dostałam spadek to zamiast odłożyć to sobie wedle słow śp Babci na nowy dom albo zainwestować w siebie to co zrobiłam?

Spłaciłam jego długi i pojechaliśmy za mój spadek w podróż poślubną. Wszystko w całości zostało z tego spadku pokryte. Po raz kolejny pożył za free. I jak tak o tym myślę i przywołuje jego słowa z przeszłości to on zawsze w ten sposób postępował, nie tylko ze mną choć obiecał na samym początku że mną nigdy nie będzie manipulował – ale i z wszystkimi innymi.

Manipulował, kombinował żeby mieć, żeby się ustawić bez wkładania jakiegokolwiek wysiłku.

I najlepsze jak mówiłam o znalezieniu i utrzymaniu pracy, normalnej, legalnej to co usłyszałam? Że on się nie nadaje do normalnego życia- pomimo wcześniejszej deklaracji, że chce się zmienić przy mnie, zejść ze złej drogi i wkroczyć na dobrą- do normalnej pracy, on nie będzie zasuwał po kilkanaście godzin za marne grosze jak inni. O jest ponad… rozumiecie?

W tym momencie to ja nie mam pracy, mam długi w banku, bo trzeba było za coś żyć jak Pan i władca nie zarabiał bo on siedzi w domu z depresją, czuję się jak w klatce a najgorsze to mam przeczucie że on do tego doprowadził celowo. Żeby mnie pod ścianą postawić i pokazać że tak patrz co zrobiłem, doprowadziłem do tego że teraz Ty jesteś zależna ode mnie. I teraz patrz albo ci pomogę albo nie..

Taka sytuacja jest mi kompletnie obca ponieważ zawsze odkąd wyjechałam z domu byłam odpowiedzialna, ogarnięta, zaradna i nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło że ja mogłabym sobie z czymś nie poradzić, że miałabym mieć długi których nie będę w stanie spłacić.. a teraz? Patrzę na siebie teraz i przysięgam nie poznaje tej osoby..

Tyle że nie przewidział jednego, mojej wewnętrznej siły, którą nie mam pojęcia skąd mam i dzięki której wciąż się nie daje i nadal walczę pomimo że już nie raz byłam na kolanach i sądziłam, że to koniec, że straciłam siebie i już będę skazana na takie życie, ja jestem jak Feniks… odrodzę się, silniejsza a wtedy… jeśli będę do tego zmuszona po prostu go wykończę. Powoli, całkowicie i bez litości, tak jak on próbował wykończyć mnie. I tak jak tylko zraniona i wykorzystana kobieta potrafi.

Ja tu pominęłam też wiele pozytywnych chwil, momentów, które razem przeżyliśmy czy prezentów od niego, zapewnień ze mnie kocha i wiem że to było szczere.

Te momenty właściwie wciąż trwają, nie jest tak teraz że jest ciągła wojna między nami bo wiele już sobie wyjaśniliśmy, dużo rozmawialiśmy tak normalnie po ludzku- rozmawiając a nie obrzucać się nawzajem winą. Doszliśmy wspólnie do wielu wniosków a propos związku i życia w ogóle.

Ale on w pewnym momencie, szczerze to mi umknęło kiedy- zaczął mi wmawiać, jakby to powiedzieć, że jestem głupsza? Że nie mam racji, ze nie wiem co mówię, że on wie lepiej przy czym zarzucał mi ze to ja wiem lepiej kiedy ja na prawdę byłam tego pewna, kilka razy zapędziłam go w kozi róg to nie wiedział co powiedzieć, czasami też tak zalawirował i odwrócił kota ogonem, że człowiek nie wiedział gdzie góra a gdzie dół, zaczął twierdzić w pewnym momencie, ze pewne cechy mojego charakteru go dobijają, że on mnie zna najlepiej, lepiej niż ja siebie… że ja nic nie wiem, na niczym się nie znam, na każdym kroku wytykał mi błędy, raz czy dwa poniżył mnie przy znajomych… noo ale to były przecież tylko żarty…

Jak się w końcu zbuntowałam i powiedziałam dość! Co ty odp…sz?! To mi fochy zaczął urządzać, karać ciszą albo wychodzić na pół nocy. Takie to historie. Pamiętam jak dziś jak chciał aby on mógł rządzić w związku, aby każda ostateczna decyzja należała do niego. Nie do nas, abyśmy byli partnerami tylko abym ja była uległa i podporządkowana, tylko że ja uległa nigdy nie byłam i raczej nie będę, więc ciągle były spiny. Uparłam się, że nie tak to będzie wyglądać i że ja Ci pokaże NIE.

Później po czasie próbował mi wmówić, że to on chciał partnerstwa a ja tak bardzo chciałam i chce rządzić.

A ja chce tylko żeby było dobrze, normalnie, spokojnie i bez depresyjnych dramatów, ubliżań i pokazywania kto jest gorszy.. te spiny w sumie jeszcze nadal są… ponieważ ja walczę.. co prawda teraz trochę to dopracowaliśmy i przynajmniej próbujemy iść na kompromis. Tylko mam wrażenie, że problem teraz jest we mnie, że ja widzę już inaczej pewne rzeczy, sytuacje, to wszystko razem i nie wiem czy nadal chce być tego częścią.
Pomimo tego, że go kocham.

Kolejna sytuacja: jesteśmy finansowo pod kreską a mój N przychodzi i mówi, że koniecznie mu potrzebny nowy telefon. Do tej pory używał mojego starego po tym jak po świątecznej zadymie zgubił ten właściwy, do którego sporo mu dołożyłam. I teraz ten mój stary zaniemógł i on musi mieć nowy. Jak powiedziałam Nie, bo nie będzie na życie to standardowo foch i tekst w stylu „jak mnie trzeba to nigdy nie masz” i że oczywiście decyzję podjęłam bez przedyskutowania z nim.

Wyszedł i powiedział, że jak nie daje to ok, on ukradnie- manipulacja? Oczywiście kupno miało być moją kartą. Ciągłe pretensje, że najpierw myślę o sobie i psie a o nim biednym na samym końcu.. jak śmiem np zabierać swoją kartę z jego portfela, którą próbuje sobie przywłaszczać.

I przypomina mi się coś jeszcze… w podróży poślubnej kupiłam sobie conversy, wróciliśmy do domu, odłożyłam je na półkę. W między czasie oczywiście długi, trzeba było oddawać i pamiętam sytuację jak też chciał karty, aby to spłacić- nie zgodziłam się. Później te conversy były mi potrzebne i zniknęły… najlepiej, że sam mi powiedział: „a może conversy do tego?” Mówię no pewnie, że tak- pasuje! Idę, szukam i nie ma. Od razu wiedziałam, że kradzież i wściekłam się okropnie a on tylko obserwował… w jednej chwili przyszło do mnie przekonanie, że to on. Że mój N ukradł moje, swojej żony conversy i oddał komuś za dług! Teraz tak mi się skojarzyło po jego stwierdzeniu, że ukradnie telefon.. oczywiście, nie wiem tego na pewno, po insynuacji wściekł się okropnie i że jak wg mogłam coś takiego pomyśleć. Intuicja raczej mnie nie zawodzi, ale możliwe też, że tworzę teorię spiskowe.

Zaczął mieć pretensje, że na książki psychologiczne, dokształcające mnie nie żałuję a dla niego to zawsze, no nie chce mu dawać pieniędzy na jego potrzeby.

On mi nigdy niczego nie żałował- to fakt, tylko teraz widzę, że za tą szczodrość muszę jednak jakoś zapłacić. Słuchałam i nie wierzyłam.

Czy jako żona jestem rzeczywiście zobowiązana dać mu tą moją kartę? Czy powinnam tak zrobić? Czy każda kobieta, kochająca żona tak by zrobiła? Czy jednak dobrze zrobiłam, że utrzymałam tę granicę? Czy jestem wredną, egoistyczną jędzą??

I jeszcze hit na koniec: mój N ma pretensje, że ja go nie wspieram… ale nie nie, nie w znalezieniu, stworzeniu normalnego Legalnego interesu, żeby zacząć w końcu zarabiać. Ja go nie wspieram w stworzeniu i pomocy w prowadzeniu interesu nielegalnego- tak w tym go nie wspieram i jestem zła i go blokuję i nie pozwalam iść dalej. Ręce, cycki i uszy mi opadły.

Będę wdzięczna za Wasze opinie i rady.

Post autorstwa czytelniczki bloga, opublikowany w ramach cyklu WASZE HISTORIE

Jeśli chcesz, aby Twoja historia znalazła się na naszej stronie, napisz na adres admin(małpa)ebooki.shop.pl

NOWOŚĆ – EBOOK

ABC NARCYZA – Indeks oficjalnej i potocznej terminologii przemocy narcystycznej

W ebooku znajdziesz opisy metod manipulacji narcystycznejschematy działania, taktyki i pułapki, jakie narcyz zastawia na swój cel. Znając jego metody, rozpoznając te wzorce, łatwiej je wyłapiesz i nie będziesz już taka bezbronna. Spojrzysz za zasłonę i poznasz tajemnice, które narcyz bardzo chce przed Tobą ukryć. Będziesz miała większe szanse, aby trzymać się swojej wersji wydarzeń i odmówić jego wersji rzeczywistości.

Dowiedz się więcej ->

2 thoughts on “WASZE HISTORIE – „Miłość według narcyza”

  1. Typowa sytuacja. SPIERD***J jak najszybciej bez żadnych wyrzutów sumienia. Jesteś absolutnie zmanipulowana i wytrącona z równowagi. Twoje życie jest o wiele więcej warte niż ego idioty.

  2. Uciekaj bo zniszczy Cię całkowicie ja właśnie jestem w trakcie ucieczki przed takim człowiekiem. Uwierz mi jest ciężko bo mamy dziecko które jest jeszcze małe ale dużo widziało niestety… Nie daj się zniszczyć bo ja właśnie tak wyglądam po 3,5 latach. Długi można spłacić ale cierpień z takim człowiekiem nie tak szybko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.