mBank – TRAGICZNA HISTORIA o tym, jak bank został panem mojego czasu.

Poniższy list do Redakcji przesłała Sabina:

Szanowna Redakcjo,

piszę do Was z bardzo trudnym dla mnie, ale uważam, że społecznie bardzo ważnym tematem.

Chciałabym, aby opinia publiczna poznała następującą prawdę i żeby była świadoma tego dramatycznego faktu: jeśli usłyszycie w mediach opinię rządzących nami, bezdusznych polityków, jakoby podwyżki stóp procentowych kredytów nie przyczyniły się do wzrostu liczby samobójstw – to nie jest to prawda.

Nie, nie piszę tego tuż przed skokiem z dachu. Moja historia jest nieco inna, a jednak moje życie nie musiałoby się zaraz kończyć, gdyby nie obecna polityka. Jak to, zapytacie? Pozwólcie, że opiszę krótko moją historię.

Razem z mężem pracowaliśmy zawsze w sferze budżetowej – ja dość szybko przeszłam na rentę, mąż musiał iść na wcześniejszą emeryturę. Nasze wspólne dochody od dawna nie pozwalały na nic, poza głodowym wyżywieniem i opłaceniem kosztów mieszkania – choć na te często brakowało.

Ja jako osoba schorowana musiałam często tłumaczyć się lekarzom z tego, dlaczego się nie leczę, bo nie stać mnie na wszystkie leki.

Dlatego korzystałam z hojności mbanku, który w zamian za lata lojalności i solidnego spłacania kredytów gotówkowych, proponował mi coraz wyższy kredyt odnawialny.

Nie kupowaliśmy za to wakacji, czy samochodów – ot spłaciliśmy zadłużenie za ogrzewanie, albo jakieś inwestycje, które zostały poczynione w bloku, a na które nie mieliśmy możliwości się nie zgodzić, wymieniliśmy sypiące się sprzęty, kupiliśmy sobie ciepłe buty, czy kurtki. I oczywiście leki. A że co miesiąc nasze naprawdę skromne wydatki przekraczały znacząco nasze dochody – przyjmowałam z wdzięcznością rosnące limity.

Oczywiście potem bardzo ubolewałam, że co miesiąc od tej kwoty muszę płacić jakieś 200 złotych odsetek oraz co roku prowizję za odnowienie, ale nie było wyjścia. Nie mielibyśmy jak sfinansować tamtych wydatków.

Rok temu otrzymałam diagnozę, rak piersi z przerzutami do węzłów. Bardzo agresywna chemia, potem amputacja piersi, potem znowu bardzo agresywne leczenie, radioterapia itp. Dano mi nadzieję, że przy takim leczeniu mogę jeszcze min. 5 – 7 lat pożyć. Leczenie powinnam wspierać odpowiednio się odżywiając, biorąc leki i suplementy wspomagające odporność.

Niestety w tym momencie jest to dla mnie luksus, na który sobie nie mogę pozwolić.

Do czasu podwyżek stóp, przy takim samym wykorzystaniu kredytu i nawet mniejszych wpływach na konto, moja kwota odsetek miesięcznie wynosiła ok 200 – 220 złotych. Po ostatnich podwyżkach kwota ta wynosi prawie 700 złotych i podobno nie jest to ostatnie słowo banków.

Kiedyś wiedziałam, że 5-go w każdym miesiącu z konta zostanie mi pobrane jakieś 200 złotych.

Teraz z lękiem zaglądam na konto. Codziennie boję się nowej wiadomości o temacie „wyższe oprocentowanie kredytów odnawialnych”. A za jakiś czas potem któregoś dnia mbank w związku z tą podwyżką po prostu sobie wchodzi na moje konto, zabiera coraz wyższą kwotę, aby potem zgodnie z umową 5-go kolejnego miesiąca drugi raz dobrać kolejną.

I najgorsze jest to, że te „niespodziewane” wizyty mbanku na moim koncie mają miejsce wtedy, gdy np. zięć prześle mi pieniądze na jakieś ważne, ale odpłatne badanie. Wtedy czuję się jakby mnie ktoś zdzielił pięścią w brzuch, lecę wymiotować, rzygam i płaczę jednocześnie. Mam ochotę rozszarpać ten nasz stary komputer, walić w ekran z bezsilnosci.

Jasne, mogłabym zorganizować to tak, aby pieniądze na wszelki wypadek dostawać do ręki, aby mieć na badanie. Tyle że to oznacza niespłacone odsetki i w dalszej perspektywie coraz większe problemy.

Zdarza się, że teraz nawet nie przyznaję się rodzinie, że te pieniądze straciłam. Kłamię, że byłam na badaniu, że wszystko ok, albo że wynik będzie za kilka tygodni. Mam po prostu nadzieję, że do tego czasu mnie już na tym świecie nie będzie. Czuję się jak oszust, jakbym wyłudzała pieniądze od rodziny. Ale co mam powiedzieć zięciowi? Że przesłali mi swoje ostatnie pieniądze na badanie, a poszło na odsetki od dawnego remontu przerdzewiałych rur i kilkudziesięcioletniej łazienki?

Wiem, że wszystko dzieje się zgodnie z prawem, ale ja czuję się jak grabiona, jakby mi ktoś dosłownie zadawał gwałt. Za każdym razem po takiej wiadomości, albo po zabraniu pieniędzy z mojego konta mam ochotę od razu ze sobą skończyć. Nie chcę jednak zostawiać rodzinie, dzieciom, wnukom takiego wspomnienia po mnie, więc odbieram sobie to życie inaczej – po prostu przestaję się leczyć. Po pierwsze dlatego, że już mnie na to nie stać. Po drugie czuję, że póki żyję, te odsetki będą jak lichwa – zabiorą nam dosłownie wszystko.

Mam dosyć takiego życia. Nie mam woli, ani nadziei, aby się leczyć, nie stać mnie na to. Miałam żyć, aby cieszyć się rodziną, a teraz wygląda to tak, że żyję, aby organizować pieniądze na odsetki. Dzieci oczywiście pomagają, jak mogą, bo sami nie mają dużo, ale wszyscy osiągnęliśmy już dawno szczyt możliwości. Leki, witaminy, dobra peruka – bo jakiś czas temu myślałam, że jest ważna, tak jaki i proteza piersi. Częste przejazdy z naszej miejscowości do szpitala. Nie mogę dopuścić do tego, żeby moje dzieci zaciągały kolejne chwilówki, żeby pomóc mi sfinansować kolejny miesiąc leczenia. Zwłaszcza, że rak to „tylko” najnowszy z moich problemów zdrowotnych – te poprzednie śmiertelne nie były, ale nie „darmowe”.

Mam tyle lat, że mogłabym jeszcze zawalczyć o życie, miałam nadzieję, że właśnie teraz powoli co miesiąc będę zmniejszać kwotę tego kredytu, po pierwsze, żeby nie płacić potem w grudniu również coraz wyższej prowizji za odnowienie limitu w mbanku(ostatnio wzrost o 450 złotych), a po drugie nie zostawiać po sobie długu.

Niestety teraz jedyne, na co mogę liczyć to na to, że rak zabierze mnie jak najszybciej. Przed rodziną będę udawać, że tak, że trzymam się życia, że walczę, ale mój plan jest zupełnie inny.

Los chciał, że ostatnie lata mojego życia miałam spędzić na walce z rakiem. I podjęłam tę walkę, wiedząc, że nie zejdę z tego świata zupełnie zdrowa, ale wierząc, że czeka mnie jeszcze parę fajnych lat z rodziną.

Polityka kredytowa doprowadziła do tego, że nie tylko nie mam szans na te fajne lata, ale muszę się zmagać z czymś, wywołującym we mnie jeszcze gorszy lęk, bezsilność i poczucie bycia człowiekiem kategorii B.

Sprawdź też:   Związek z Narcyzem, czyli Pan Niewłaściwy.

Rezygnuję z walki o życie. Nie z własnej woli. Czuję, jakby odebrano mi pieniądze, aby o to życie walczyć, ale co gorsze, odebrano mi wolę życia.

Ostatnie dni spędzam na sprawdzaniu, co szybciej skróci to życie: dalsze agresywne leczenie bez wspierania odporności, czy zaprzestania terapii w ogóle.

Biorę teraz moje wnuki w ramiona i mam łzy w oczach, bo wiem że to są moje ostatnie z nimi dni. Przytulam wszystkich moich bliskich bardzo mocno, a w środku wyję z bólu – tego fizycznego, ale i psychicznego. Bo oni jeszcze nie wiedzą, że ja się właśnie na ich oczach zabijam. I nie mogą się dowiedzieć, bo próbowaliby wszystkiego, żeby mnie powstrzymać. Narobiliby sobie problemów finansowych.

Ile będzie trwać moje samobójstwo? Nie wiem, mam nadzieję, że pójdzie szybko, bo każdy dzień mojego życia kosztuje moją rodzinę konkretne pieniądze.

Wiem, że podobne historie są w każdym, nie tylko w mbanku.

Drogi Premierze, rzekomo grzecznie apelujący do swoich kolegów bankowców, czy naprawdę w ten sposób wyczerpuje Pan możliwości, jakie dali Panu wyborcy?

Widzę bardzo dużo nienawiści i pogardy w internecie, pod różnymi, podobnie dramatycznymi historiami. Widzę też, że osoby z podobnymi do mnie historiami, dostają rady, typu: co za problem, zorganizuj sobie zrzutkę, bo jeśli ktoś jest NAPRAWDĘ chory, a nie tylko robi z siebie publicznie ofiarę, to uzbiera się pieniądze.

To takie proste!

Nie, to nie jest takie proste. Z wielu powodów. Jednym z nich jest to, że moje dzieci pełnią funkcje publiczne w naszej miejscowości – nie, nie zajmują tzw. wysokich stołków, a ich pensje są naprawdę marne, ale jednak niemal wszyscy ich znają, mają z nimi styczność. Nie chcę, aby ludzie oceniali moje dzieci przez pryzmat tego, że ich matka żebrze w internecie o pieniądze na leczenie. Tym bardziej, że na to leczenie jakoś by się wyskrobało. Matka nie ma na spłatę odsetek.

Dzieci zawsze mi pomagały finansowo, bo jak pisałam nasze emerytury już dawno nie wystarczały na podstawowe wydatki. Ale ich koszty również rosną, potrzebna jest odpłatna opieka psychiatryczna dla wnuczki, dzieci również mają swoje problemy zdrowotne, życiowe.

Ludzie powinni to zrozumieć, zamiast oceniać. Nie mam prawa rujnować życia moich dzieci, a tym dokładnie byłaby taka zrzutka. Tak naprawdę piszę ten list i mam ogromną nadzieję, że nikt z naszej miejscowości, z naszego otoczenia nie domyśli się, kto jest jego autorką.

Wiem, że niektórym wyda się głupotą, że ktoś dokonuje takiego wyboru, żeby nie narazić dzieci na ostracyzm i wytykanie palcami – bo tak, wiele osób, a w moim mieście mogłabym wymienić ich z nazwiska – zaczęłoby moje dzieci palcami wytykać. I wykorzystywać każdą okazję, aby im w ten, czy inny sposób przypomnieć, że matka żebrała w internecie. Na moje dzieci odtąd patrzyłoby się tylko przez pryzmat mojej historii. Ich sukcesy mogłyby być przez to umniejszane, możliwości blokowane. Awanse, szkolenia – w przypadku pracowników niższego szczebla w sferze budżetowej większość odbywa się na bardzo „osobistych” zasadach. I mimo że oficjalnie nikt by tego nie przyznał, moje dzieci zawsze byłyby już obciążone taką akcją. To zostałoby z nimi już na zawsze i nie jest warte dodatkowych kilku lat mojego życia.

Za ludzkimi historiami naprawdę ukrywa się dużo więcej, niż to może się wydawać. Nie potrzebuję litości, ale żeby ocenić moje zachowanie i decyzje, trzeba najpierw naprawdę znać wszystkie szczegóły.

Słyszę w telewizji współczujące rozmowy o tym, jak wzrosło oprocentowanie kredytów mieszkaniowych, o ile większa jest rata. I rozumiem dramat osób, których to dotyczy, ale ja po raz kolejny czuję się jak ktoś gorszy i głupszy. Bo ludzie, którzy zaciągnęli kredyty na zakup mieszkania znajdują współczucie i zrozumienie, a tacy jak ja, którzy w desperacji musieli skorzystać z limitu w kredycie, są godni pożałowania, bezmyślni, krótkowzroczni. O nich się nie nawet nie mówi. Bo ludzie dobierający pieniędze, aby oddać dług wynikający z rozliczenia ogrzewania – gigantyczne kwoty mimo niemal przykręconych kaloryferów – to nieudacznicy. Bo wymiana „sypiącej” się hydrauliki z kredytu odnawialnego to życie ponad stan. A jeszcze gdyby ktoś się dowiedział, że wydajemy pieniądze na leczenie psa, to byłby lincz na całego.

Możecie mówić, że jak się bierze kredyt, to trzeba go spłacać, że trzeba było przewidzieć.

I tak, macie rację, byłam taka głupia, że nie przewidziałam, że te odsetki mogą aż tak urosnąć.

Ale co to za świat, który nie widzi problemu w tym, że urosły z 220 złotych do 700 złotych, tylko w tym, że głupia baba tego nie przewidziała?

I jeżeli ktoś Wam kiedyś powie, że wzrost stóp procentowych nie wywołał wzrostu liczby samobójstw, to nie wierzcie. Po prostu świat nie ma pojęcia, jakie dramaty odbywają się za zamkniętymi drzwiami rodzin, które popełniły błąd i wzięły kiedyś kredyt odnawialny.

Jeśli wydrukujecie mój list i trafi do kogoś, kto tak jak ja właśnie w tej chwili ze względu na swój stan zdrowia i brak możliwości dalszego leczenia z powodu rosnących kosztów zaciągniętych kiedyś (być może również na zdrowie) kredytów, zmaga się z decyzją, co robić, czy walczyć o życie, czy odpuścić, chcę żeby taka osoba wiedziała, że nie jest sama. Jeśli nachodzą Cię takie myśli, jeśli jesteś w rozpaczy, to uwierz, nie jesteś beznadziejna, nie jesteś tchórzem. Wiem, że sprawdzasz każde wyjście i jeśli tylko takie istnieje, wybierzesz życie. Że dla rodziny chcesz się tego życia pazurami trzymać.

Rozumiem Was, wiem, co to znaczy, gdy człowiek czuje się totalnie bezsilny. I ile sprytu wymaga, aby bez wzbudzania podejrzeń i paniki, sugerować dzieciom, aby pamiętały, by po naszej śmierci odrzucić spadek. To jest dla mnie teraz najważniejsze. Bo że je kochałam mam nadzieję będą zawsze wiedzieć.

Z poważaniem

Sabina

PS. Bardzo proszę o nieujawnianie moich danych. List wysyłam do wielu redakcji, z nadzieją, że chociaż jedna z nich nie będzie się bała utraty wpływów z reklamy od mbanku i zaryzykuje opublikowanie mojej historii.

Prawdziwe dane czytelniczki do wiadomości redakcji. Tytuł historii nadany przez redakcję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.